Gdyby tak wampiry mogły mieć własną Wojskową Uczelnię w Basgiacie czyli „Na krwawych skrzydłach" Briar Boleyn

Gdyby tak wampiry mogły mieć własną Wojskową Uczelnię w Basgiacie czyli „Na krwawych skrzydłach" Briar Boleyn

Już od dłuższego czasu chciałam poznać twórczość Briar Boleyn. Co prawda polecano mi inny cykl autorki (Krew fae), ale kiedy pojawiła się możliwość przeczytania najnowszego cyklu przed momentem wydanego w Polsce, postanowiłam z niej skorzystać i tak zasiadłam do lektury pierwszego tomu Akademii Krwawych Skrzydeł czyli Na krwawych skrzydłach.

Pewnego dnia Blake Drakharrow, wysokiej rangi wampir, znajduje Medrę Pendragon na stosie martwych ciał. Swoimi tajemnicami mogliby obdzielić całe królestwo, ale okrutny wuj sprawia, że zostają ze sobą związani. Medra trafia do Akademii Krwawych Skrzydeł gdzie ma się kształcić do czasu aż zostanie małżonką. Tyle, że w tej szkole rządzą wampiry, co dla skażonych takich jak Medra, stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo. W dodatku dziewczyna jest trzecia w tym związku, co sprawia, że oprócz dramaturgii związanej z wampirami i Blakiem jest jeszcze Regan Pansera, której nowy porządek niespecjalnie odpowiada. 

Od pierwszych rozdziałów już wiemy, że będzie to spory miszmasz wątków, które znamy już z innych książek, a zwłaszcza z jednego cyklu - Empireum Rebeki Yarros. Jednak tym razem będzie jeszcze mroczniej - oprócz motywu dark academia otrzymujemy również wampiry, smoki (a przynajmniej jeźdźca), zaklęte przedmioty, inne światy, aranżowane małżeństwo, enemies to loveres i trójkąt miłosny... Jest tego znacznie więcej, lecz nie chciałabym spoilerować historii. Taka mnogość możliwości sprawia, że każdy miłośnik romantasy znajdzie coś dla siebie, ale jednocześnie jest ryzykownym posunięciem z punktu widzenia prowadzenia samej historii.

Ostateczniew mojej opinii Na krwawych skrzydłach miało wzloty i upadki.

Świat był i trzymał się jakiś ram co samo w sobie sugeruje, że Briar Boleyn poświęciła mu więcej uwagi niż Rebecca Yarros swojemu w cyklu Empireum, którego pierwszy tom to Fourth wing. Nie ukrywam, że dałam się porwać Fourth wing, ale mnóstwo momentów było dziurawych jak ser szwajcarski, a prawda jest taka, że czytałam to głównie z powodu bohaterów. Na krwawych skrzydłach również znacznie lepiej trzymało się fantastyki. Problem w tym, że Rebecca Yarros była pierwsza. To sprawia, że niektóre rozwiązania fabularne zastosowane przez panią Boleyn były dla mnie nieco wtórne (zwłaszcza, że cykl Empireum czytałam nie tak dawno), a niestety relacja między głównymi bohaterami nie miała w sobie aż takiej chemii, żeby mnie bez reszty porwać. Choć niepodważalny jest fakt, że pani Yarros za wszelką cenę próbowała ocalić Xandera przed byciem tym złym, podczas gdy pani Boleyn swojemu głównemu bohaterowi Blakowi trochę na to pozwoliła tworząc prawdziwy moralnie niejednoznaczny charakter. Co więcej, osobiście polubiłam również bohaterów pobocznych, chociaż zaczynam dostrzegać schematy ich kreacji.

Dynamika historii jest dosyć szalona, a 680 stron czyta się błyskawicznie. Jednak to nie znaczy, że książka ustrzegła się problemów, bo równocześnie od mnogości pomysłów można było dostać zawrotów głowy. Momentami miałam wrażenie, że autorka podczas pisania usilnie próbowała sobie zostawić maksymalną liczbę różnorodnych motywów, tak aby w dogodnej chwili móc do któregoś nawiązać. To wprowadzało niesamowity chaos, który chwilami był już po prostu zniechęcający. To sprawia, że choć uważam, że technicznie Na krwawych skrzydłach pod wieloma aspektami jest napisane lepiej niż Fourth wing, to równocześnie potrafiło zgubić moje zainteresowanie podczas lektury, tym bardziej, że akurat dialogi nie są najmocniejszą stroną tej książki.

Co gorsze, niemało wątków przewidziałam mocno przedwcześnie i niewiele rzeczy w tej książce mnie zaskoczyło. Żałuję, bo myślę, że takie proste czytelnicze zdziwienie poprawiłoby moje wrażenia. Niestety poprzez podobieństwa do innych książek, zwłaszcza do wspomnianego cyklu Empireum ale nie tylko, łatwo było podążyć tropem znanych już rozwiązań i tutaj autorka nigdzie nie wyszła poza ten schemat. 

Oczywiście pozostaje jeszcze jedna kwestia, dla wielu kluczowa, wszak Briar Boleyn to pseudonim literacki pisarki znanej z romansów. Ku mojemu zaskoczeniu, uważam, że wątek romantyczny był  niezły choć to kolejna książka, w której zakochanie objawia się od pierwszego wejrzenia. Pojawiło się kilka scen o zabarwieniu mocno erotycznym, jedna (zresztą w tym tomie główna) według mojej prywatnej opinii mocno perwersyjna, ale i tak było ich znacznie mniej niż się spodziewałam. Natomiast niestety dopiero w drugiej części książki, i to na dalszym etapie, poczułam tę właściwą chemię między bohaterami, ale lepiej późno niż wcale.

Mam poczucie, że książka Briar Boleyn była niezła, ale mogła być lepsza. Miała na to zadatki, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zgubiła ją próba naśladowania cyklu Empireum. Wciąż zastanawiam się czy sięgnę po kolejny tom, bo z jednej strony jestem trochę ciekawa kilku wątków, ale z drugiej wiedząc jak wiele motywów pogubiło się po drodze i jak dużo jest tu z książki pani Yarros, mam obawę, że nie będę czuła czytelniczej satysfakcji. Choć oczywiście na korzyść pani Boleyn z pewnością działa fakt, że od premiery ostatniego wydanego tomu cyklu Empireum czyli Onyx storm Rebeki Yarros minął ponad rok i póki co nie zapowiada się, aby kontynuacja miała się wkrótce pojawić. Co biorąc pod uwagę jakość tej ostatniej może być dobrą wiadomością, ale jednocześnie rzesza wielbicieli dla cyklu wskazuje jednoznacznie zapotrzebowanie na tego typu książki. I tutaj na przeciw oczekiwaniom wychodzi Briar Boleyn oraz wydawnictwo Znak, które faktycznie postarało się, aby od strony wizualnej książka była niesamowicie atrakcyjna - piękna twarda oprawa, brzegi barwione w smoczą łuskę. Kto pokochał Empireum, ma sporą szansę dać się porwać Na krwawych skrzydłach pani Boleyn, a wiele wskazuje na to, że kolejne części mogą ukazywać się znacznie szybciej. :)

PS Uważam, że ta książka powinna mieć trigger warning, zwłaszcza że trafiła do kategorii romantasy. Co prawda dostrzegam próbę pewnego odrealniania niektórych sytuacji (poprzez skupianie się na innych aspektach danego wydarzenia itd.), to jednak są tutaj sceny, które dla niektórych mogą być niepokojące. Przede wszystkim dotyczy to seksualizacji spożywania krwi połączonego z przemocą (na kilka sposobów w zależności od momentu fabuły), pająków i rytualnych ofiar.

Tytuł: Na krwawych skrzydłach
Tytuł oryginału: Akademia Krwawych Skrzydeł
Autor: Briar Boleyn
Tłumaczenie: Anna Reszka
Data wydania: 2026-03-10
Wydawca: Zysk i S-ka
Liczba stron: 680
ISBN: 978-83-8335-713-3


Za możliwość lektury bardzo dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Zrecenzowała: Marta z bloga W sercu książki
Istnieje świat po Nocnych łowcach, czyli „Król szmaciarzy" Cassandry Clare

Istnieje świat po Nocnych łowcach, czyli „Król szmaciarzy" Cassandry Clare


Po lekturze Strażnika miecza z niecierpliwością czekałam na kolejną część cyklu The Chronicles of Castellane czyli Króla szmaciarzy. Pierwszy tom zakończył się zręcznie, a na ostatnich stronach główni bohaterowie podejmują decyzje mogące zaważyć na ich życiu i całej historii. Figury zostały rozstawione, a kolejna faza rozgrywki zawiązana. Teraz od decyzji Kela może zależeć zarówno życie Conora, jak i przyszłość królewskiego rodu, ale przynajmniej może liczyć na wsparcie - z punktu widzenia jego roli nielegalne, ale jedyne, które jest gotowe czynnie postawić opór zdrajcom. Lin tymczasem targana trudnymi emocjami, lojalnością wobec własnego ludu, pragnieniem pomocy przyjaciółce i zrozumienia siebie, usiłuje znaleźć właściwą drogę. Ostatecznie obojgu przyjdzie zapłacić wysoką cenę za podjęte decyzje i może się okazać, że zmiana nadejdzie szybciej niż by tego sobie życzyli.
O tym, że inni mają swoje ziemie i domy, a patrzą na nas krzywo, bo nie rozumieją tych, którzy ich nie mają. Ci najbardziej samolubni mówią ze strachem: „Ale ci ludzie nie mają domów, więc na pewno będą chcieli odebrać nam nasze”. A wtedy ja radzę im pamiętać, że tamci się mylą. Że my mamy dom, w sobie nawzajem. Wznosimy nasze domy w sobie, a nie na zewnątrz, i tym się różnimy od innych.
Jestem bardzo miło zaskoczona tym jak Cassandra Clare, znana bądź co bądź z młodzieżówek, poprowadziła tę historię. Jest tu wiele mniej lub bardziej abstrakcyjnych konceptów, ale całość okazała się intrygująca i bardzo wciągająca. Wielu bohaterów rozwija się, zmienia im się nieco perspektywa, popełniają błędy i co ważne - ponoszą tego konsekwencje. Skądinąd jest to też tom, w którym w końcu poznajemy prawdziwą tożsamość kilku postaci - spodziewałam się, że pani Clare potrzyma nas dłużej w niepewności, ale widać, że historia się rozrasta i takie niespodzianki nie są już potrzebne, aby utrzymać naszą uwagę. Coraz ciekawsza jest też historia Ashkarów - zaskakujący pomysł, ale bardzo dobrze i dojrzale poprowadzony. 

Król szmaciarzy jest książką dość dynamiczną, ale są chwile oddechu, co pozwala nam się nieco lepiej wgryźć się w fabułę. Doceniam również fakt, że autorka często nawiązywała do wcześniejszych zdarzeń, co stworzyło wrażenie bardzo spójnej opowieści i delikatnie przypominało wydarzenia z poprzedniego tomu, co jest rozsądne zważywszy na fakt, że Strażnik miecza został wydany niemal 3 lata temu.

Tym co w tym tomie nie do końca mi się podobało były relacje między bohaterami i lekki chaos. To pierwsze to jak dla mnie zmora wszystkich książek autorki - relacje romantyczne są przedramatyzowane, rozpaczliwe, pełne przyciągnięć i odepchnięć, wielkich zbliżeń i chłodnych słów... Nie przekonuje mnie to, od połowy książki już właściwie tylko męczyło, brakowało temu realizmu i polotu. Szczęście w nieszczęściu wątki romantyczne nie stanowią jedynej osi historii. Druga kwestia to chaos i drobne luki, co dostrzegałam już we wcześniejszym cyklu - pani Clare ma tendencję do wpuszczania do swoich książek sporej dozy, nazwijmy to, bałaganu. Tutaj i tak ma nad nim moim zdaniem większą kontrolę niż chociażby w Darach anioła, ale wciąż skaczemy po historii, często trochę bez ładu i składu, "żeby nieustannie coś się działo". Przez to są chwile kiedy można się w tej opowieści nieco pogubić, zastanawiać się jak coś się wydarzyło albo jakim cudem nikt tego nie zauważył czy się nie zorientował. Ostatecznie niektóre rzeczy wychodzą na jaw, ale mam wrażenie, że i tak mocno te kwestie były przeciągane. Oczywiście obie te kwestie są bardzo typowymi bolączkami romantasy, do którego najczęściej kwalifikowane są wcześniejsze książki Cassandry Clare, więc może nie ma sensu się temu dziwić, ale jednak w moim przypadku obniżało to satysfakcję z lektury. 

Podoba mi się również wydanie Zysku i s-ki, eleganckie i bardzo schludne, czytelne, z mapkami i spójne z poprzednim tomem, choć niepozbawione literówek. Wciąż zadaję sobie pytanie czy mamy Króla Szmaciarza, czy Króla Szmaciarzy. W treści książki znajdujemy pierwszą wersję, tytuł wskazuje na to drugie, i choć pozornie są one podobne, to jednak mają nieco inne znaczenie.

Zdaję sobie sprawę, że większość czytelników pokochała Cassandrę Clare za historie osadzone w uniwersum Nocnych łowców. Tak się jednak złożyło, że ja do tego grona nie należałam. Muszę jednak przyznać, że The Chronicles of Castellane przełamały we mnie mieszane uczucia do twórczości autorki - słusznie podejrzewałam, że z pewnych względów tym co mnie zniechęcało była historia i zmiana uniwersum bardzo pozytywnie wpłynęła na moje odczucia. Pierwszy tom był dobry, ale to drugi dowiódł, że to nie wypadek przy pracy, tylko faktyczna świadoma zmiana uniwersum, historii i jakości. Na trzeci tom przyjdzie nam trochę poczekać, goodreads wskazuje, że do 2027, ale ja na to oczekiwanie jestem gotowa - chcę poznać kolejne losy Kela, Lin, Mayesha, króla szmaciarzy i jego bandy, Prospera Becka, a nawet króla Markusa, dowiedzieć się więcej na temat Ashkarów.

Tytuł: Król Szmaciarzy
Tytuł oryginału: The Chronicles of Castellane
Autor: Cassandra Clare
Tłumaczenie: Anna Reszka
Data wydania: 2026-03-31
Wydawca: Zysk i S-ka
Liczba stron: 664
ISBN: 978-83-8335-788-1


Za możliwość lektury bardzo dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Zrecenzowała: Marta z bloga W sercu książki
Życie dla brudnego różu - Norbert Żyła

Życie dla brudnego różu - Norbert Żyła

 

„Życie dla brudnego różu” to odważna opowieść o próbie odzyskania kontroli nad swoim życiem. Piotr, prezenter znanej telewizji internetowej, mierzy się ze stopniowo zatracającym go uzależnieniem od alkoholu. Po nieudanych wcześniejszych podejściach do leczenia decyduje się na odwyk w zamkniętym, publicznym ośrodku. Czytelnik towarzyszy bohaterowi w surowym świecie placówki w sosnowym lesie: konfrontacji z bolesnymi wspomnieniami oraz byciem osobą LGBTQ+ w miejscu, gdzie inność wciąż bywa piętnem. Z czasem pojawiają się też jaśniejsze akcenty. Piotr zbliża się do innych pacjentów, poznaje ich historie oraz dostrzega wspólny ciężar. Zaczyna rozumieć, że alkohol służył mu do zagłuszania lęku przed prawdą o sobie.

„Życie dla brudnego różu” wpisuje się w tradycję szczerych, bezkompromisowych powieści o uzależnieniu – obok „Pamiętnika narkomanki” Barbary Rosiek, „Najgorszego człowieka na świecie” Małgorzaty Halber i kultowego „My, dzieci z dworca ZOO” Christiane F.

 


„Życie dla brudnego różu” Norberta Żyły to książka, która już od pierwszych stron daje czytelnikowi wyraźny sygnał, że nie będzie to łatwa ani komfortowa lektura. Autor zabiera nas do świata człowieka uzależnionego – pełnego chaosu, samotności, wstydu i prób zagłuszania emocji alkoholem. Jednocześnie nie tworzy sensacyjnej opowieści o „upadku celebryty”, lecz bardzo osobiste studium człowieka, który desperacko próbuje odzyskać kontrolę nad własnym życiem.

Głównym bohaterem jest Piotr, prezenter telewizji internetowej, który trafia na zamknięty odwyk po kolejnych nieudanych próbach zerwania z nałogiem. Akcja dużej części powieści rozgrywa się w surowym ośrodku położonym pośród sosnowego lasu. To miejsce staje się dla bohatera nie tylko przestrzenią terapii, ale przede wszystkim konfrontacji z samym sobą. Autor bardzo trafnie pokazuje monotonię odwykowej codzienności – rozmowy na terapii, napięcia między pacjentami, chwile zwątpienia i tę specyficzną mieszankę nadziei oraz rezygnacji, która unosi się nad ludźmi próbującymi wyjść z uzależnienia.

Największą siłą tej książki jest psychologiczna wiarygodność. Norbert Żyła nie moralizuje i nie próbuje stworzyć prostego podziału na „dobrych” i „złych”. Zamiast tego pokazuje mechanizmy uzależnienia od środka – sposób myślenia osoby chorej, jej racjonalizacje, lęki i poczucie pustki. Alkohol nie jest tu jedynie używką, ale narzędziem do tłumienia samotności, strachu i niewygodnej prawdy o sobie. Dzięki narracji pierwszoosobowej czytelnik bardzo szybko zaczyna patrzeć na świat oczami Piotra, nawet jeśli nie zawsze zgadza się z jego decyzjami.

Istotnym elementem powieści jest także wątek tożsamości seksualnej bohatera. Piotr jako osoba LGBTQ+ funkcjonuje w środowisku, w którym inność nadal bywa powodem odrzucenia lub niezrozumienia. Autor pokazuje, jak wieloletnie ukrywanie siebie może wpływać na psychikę i prowadzić do autodestrukcyjnych zachowań. Ten aspekt został przedstawiony bez taniej prowokacji czy przesadnego dramatyzmu – raczej jako kolejna warstwa wewnętrznego ciężaru, który bohater nosi od lat.

Bardzo dobrze wypada również portret społeczności odwykowej. Pacjenci ośrodka nie są jedynie tłem dla historii Piotra. Każdy z nich wnosi własne doświadczenia, traumy i sposoby radzenia sobie z bólem. W tych krótkich rozmowach, wspólnych papierosach i pozornie banalnych scenach autor potrafi uchwycić ogromną samotność ludzi uzależnionych. To właśnie wtedy książka nabiera najbardziej ludzkiego wymiaru – pokazuje, że za każdym nałogiem stoi konkretny człowiek i jego historia.

Styl autora jest bezpośredni, momentami surowy, ale dzięki temu bardzo autentyczny. W książce pojawiają się wulgaryzmy i brutalniejsze emocjonalnie fragmenty, jednak nigdy nie sprawiają wrażenia sztucznie dodanych dla efektu. Wręcz przeciwnie – budują klimat opowieści i podkreślają emocjonalne rozedrganie bohatera. Jednocześnie między mroczniejszymi momentami pojawiają się sceny pełne czułości, ironii i gorzkiego humoru, które nadają historii naturalności.

Nie jest to jednak książka pozbawiona wad. Momentami tempo narracji wyraźnie zwalnia, a niektóre fragmenty mogą wydawać się zbyt rozwleczone. Szczególnie środkowa część opowieści skupia się bardziej na powtarzalności codzienności niż na rozwoju wydarzeń, co nie każdemu przypadnie do gustu. Można też odnieść wrażenie, że niektóre wątki zostały zamknięte zbyt szybko w porównaniu do emocjonalnego ciężaru, jaki budowano wcześniej. Mimo to autentyczność historii sprawia, że trudno pozostać wobec niej obojętnym.

„Życie dla brudnego różu” to odważny i bardzo szczery debiut, który bardziej niż klasyczną fabułą działa emocjami i atmosferą. To opowieść o uzależnieniu, ale również o samotności, potrzebie akceptacji i trudnej drodze do pogodzenia się z samym sobą. Norbert Żyła stworzył książkę niewygodną, momentami bolesną, ale potrzebną – szczególnie dziś, gdy o zdrowiu psychicznym i mechanizmach uzależnień mówi się coraz więcej, a jednocześnie wciąż zbyt często bez prawdziwego zrozumienia.

 

Recenzja napisana przez: Gosia Celińska

Moja ocena: 7/10

 

Wydawnictwo: Ridero, Empik Selfpublishing

Format: e-book, audiobook

Data wydania: 2026-02-01

Liczba stron: 183

ISBN: 9788397979406

 


Nieznana historia rodziny Frankenstein - Krzysztof Von Lipiński

Nieznana historia rodziny Frankenstein - Krzysztof Von Lipiński

 

Jakie sekrety kryją się za wrotami zamku rodziny Frankenstein?

Alfred Frankenstein, spadkobierca starego i wpływowego rodu, wiedzie spokojne życie wraz z żoną i córką. Wszystko zmienia się, gdy w zamku pojawia się Klementyna – młoda kucharka, która wywraca jego świat do góry nogami. Alfred bez wahania odrzuca swoje dziedzictwo i zaczyna nowe życie ze swoją ukochaną, tracąc jednocześnie prawo do rodzinnego majątku.

W poszukiwaniu pracy trafia do renomowanego studia filmowego. Właśnie tam poznaje hrabiego Norberta – istotę o nienaturalnych pragnieniach, żywiącą się ludzką krwią. Od tej chwili ich losy splatają się nierozerwalnie, a ich znajomość przeradza się w głęboką i szczerą przyjaźń.


 


Książka „Nieznana historia rodziny Frankenstein” autorstwa Krzysztofa von Lipiński to propozycja, która już samym tytułem obiecuje wejście w znany, literacki mit, lecz szybko okazuje się jego swobodną i nieoczywistą reinterpretacją. Autor sięga po motywy klasyczne dla opowieści gotyckich, jednak traktuje je bardziej jako inspirację niż sztywne ramy gatunkowe, co nadaje tej historii specyficzny, niejednoznaczny charakter.

Punktem wyjścia narracji jest Alfred Frankenstein – spadkobierca wpływowego rodu, którego życie zostaje wywrócone do góry nogami przez pojawienie się Klementyny. Wątek rodzinny szybko jednak schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca opowieści o ucieczce od dziedzictwa, poszukiwaniu nowej tożsamości oraz zderzeniu z rzeczywistością, która okazuje się znacznie mniej uporządkowana, niż można by przypuszczać.

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów książki jest jej narracyjna niestabilność. Czas i przestrzeń nie są tu jasno określone, co sprawia, że historia przypomina raczej zbiór luźno powiązanych obrazów niż klasycznie skonstruowaną powieść. Zamek, karoca i elementy stylizowane na dawną epokę współistnieją z detalami współczesnymi, co tworzy specyficzny, miejscami surrealistyczny kontrast.

Ważną rolę odgrywa również postać Norberta – istoty o nienaturalnych cechach, której obecność wprowadza do fabuły elementy grozy i niepokoju. Jego relacja z Alfredem staje się osią wielu wydarzeń, a jednocześnie pretekstem do eksplorowania tematów przyjaźni, samotności i odmienności. To właśnie w tych fragmentach książka najbliżej zbliża się do klasycznego horroru, choć nigdy nie w pełni go realizuje.

Na uwagę zasługuje także sposób kreowania postaci drugoplanowych. Są one wyraziste, często przerysowane, a jednocześnie pełnią funkcję swoistych symboli lub nośników pojedynczych emocji. Ich losy – czasem tragiczne, czasem ironiczne – wprowadzają do opowieści elementy czarnego humoru oraz nieoczywistego dystansu do przedstawianej rzeczywistości.

Styl autora jest prosty, momentami surowy, co może być zarówno zaletą, jak i ograniczeniem. Z jednej strony pozwala na szybkie zanurzenie się w historii, z drugiej – niekiedy brakuje większej precyzji narracyjnej oraz konsekwencji w prowadzeniu niektórych wątków. Pojawiają się również drobne nierówności językowe, które mogą wybijać z rytmu lektury.

Interesującym zabiegiem są wplecione w fabułę elementy groteski i czarnego humoru, które przełamują mroczniejszy ton opowieści. To właśnie one sprawiają, że książka nie staje się jednowymiarowa – balansuje między powagą a absurdem, nie zawsze jednak utrzymując tę równowagę w sposób stabilny.

Trudność w jednoznacznym określeniu czasu i miejsca akcji może być dla części czytelników atutem, a dla innych przeszkodą. Z jednej strony buduje to aurę tajemnicy i uniwersalności, z drugiej – utrudnia pełne zanurzenie się w świecie przedstawionym. Ta nieokreśloność wydaje się jednak zamierzonym zabiegiem, wpisującym się w ogólną estetykę książki.

„Nieznana historia rodziny Frankenstein” to powieść niejednoznaczna, balansująca między pastiszem, reinterpretacją a autorską wizją literatury grozy. Nie jest to klasyczny horror, którego można by się spodziewać po inspiracji tak silnym literackim archetypem, lecz raczej eksperyment narracyjny, który celowo wymyka się jednoznacznym kategoriom.

Ostatecznie jest to książka, która może budzić skrajne reakcje – od fascynacji po dezorientację. Jej siłą jest atmosfera, oryginalne podejście do znanego motywu oraz odwaga w łamaniu konwencji. Wymaga jednak od czytelnika otwartości na nieoczywistość i gotowości na historię, która nie zawsze podąża utartymi ścieżkami.

 

Recenzja napisana przez: Gosia Celińska

Moja ocena: 4/10

 

 

Wydawnictwo: Novae Res

Horror

Data wydania: 2025-11-18

Liczba stron: 210

ISBN: 9788384230992


Śmierć w Mieście Duchów - Agnieszka Kosydar

Śmierć w Mieście Duchów - Agnieszka Kosydar

 

Małe miasteczka mają swoje mroczne sekrety…

Trzydziestoletni Adam, rock’n’rollowiec z trudną przeszłością i miłością do motocykli, wraca do rodzinnego miasteczka na pogrzeb ciotki. Chce tylko sprzedać jej dom i zniknąć – ale zostaje wplątany w sprawę brutalnego morderstwa szesnastoletniej Kornelii.

Zmuszony zostać, rozpaczliwie szuka sposobu, by oczyścić swoje imię i rozwikłać zagadkę śmierci dziewczyny. Nie jest to jednak proste – bolesne wspomnienia wracają jak echo, mieszkańcy patrzą na niego z wrogością, a sam dom zdaje się jęczeć, aby wyrazić sprzeciw jego obecności. Z każdym dniem rośnie napięcie, a Adam coraz mniej ufa zarówno ludziom, jak i własnemu osądowi.

W miejscu, gdzie wszyscy coś ukrywają, prawda może okazać się bardziej przerażająca niż zbrodnia.



Książka „Śmierć w Mieście Duchów” autorstwa Agnieszki Kosydar to debiut, który od pierwszych stron jasno określa swój klimat – mroczny, niepokojący i pełen niedopowiedzeń. Autorka sięga po dobrze znany motyw małego miasteczka, gdzie pozorna cisza skrywa znacznie więcej, niż mieszkańcy chcieliby ujawnić, i wykorzystuje go w sposób, który skutecznie przyciąga uwagę czytelnika.

Fabuła koncentruje się wokół Adama – bohatera z przeszłością, który wraca do rodzinnych stron jedynie na chwilę, by uporządkować sprawy po śmierci ciotki. Szybko jednak okazuje się, że jego powrót uruchamia lawinę wydarzeń, nad którymi nie ma kontroli. Tajemnicze okoliczności śmierci nastoletniej Kornelii oraz rosnąca nieufność mieszkańców sprawiają, że Adam zostaje wciągnięty w sprawę, od której nie sposób się uwolnić.

Jednym z największych atutów powieści jest atmosfera. Autorka bardzo konsekwentnie buduje napięcie, operując niedopowiedzeniem i sugestią. Miasteczko nie jest tu jedynie tłem – staje się niemal osobnym bohaterem, pełnym ukrytych znaczeń, cichych konfliktów i niepokojących sygnałów. Wrażenie osaczenia towarzyszy czytelnikowi niemal przez całą lekturę.

Na uwagę zasługuje również sposób prowadzenia narracji. Krótkie rozdziały i dynamiczne sceny sprawiają, że książkę czyta się szybko, momentami wręcz jednym tchem. Autorka nie daje czytelnikowi chwili wytchnienia – kolejne wydarzenia następują po sobie w szybkim tempie, potęgując uczucie niepewności i napięcia.

 

Interesującym elementem jest wprowadzenie subtelnych motywów paranormalnych. Nie dominują one fabuły, ale skutecznie ją uzupełniają, nadając historii dodatkowego, nieco onirycznego wymiaru. Granica między tym, co realne, a tym, co niewyjaśnione, momentami się zaciera, co może być zarówno atutem, jak i źródłem dezorientacji.

Bohaterowie zostali nakreśleni w sposób wyrazisty, choć nie zawsze w pełni pogłębiony. Adam jako postać centralna budzi zainteresowanie swoją przeszłością i wewnętrznymi rozterkami, jednak niektóre postacie drugoplanowe – mimo potencjału – mogłyby zostać bardziej rozwinięte. Ich tajemnice są intrygujące, lecz chwilami pozostają jedynie zarysowane.

Nie obyło się jednak bez pewnych niedociągnięć. Styl oparty na krótkich, urywanych zdaniach, choć skutecznie buduje tempo, bywa momentami męczący i może zaburzać płynność czytania. Podobnie niektóre wątki wydają się potraktowane zbyt skrótowo, co pozostawia uczucie niedosytu.

Mimo tych uwag „Śmierć w Mieście Duchów” to debiut, który zdecydowanie wyróżnia się klimatem i pomysłem. Autorka pokazuje, że potrafi budować napięcie i tworzyć intrygującą, wielowątkową historię, która angażuje czytelnika od pierwszych stron.

To propozycja szczególnie dla miłośników kryminałów z nutą tajemnicy i niepokoju, gdzie równie ważne jak rozwiązanie zagadki jest samo doświadczenie atmosfery. Książka pozostawia po sobie lekki niedosyt, ale jednocześnie rozbudza ciekawość na tyle, by z zainteresowaniem sięgnąć po kolejne historie autorki.

 

Recenzja napisana przez: Gosia Celińska

Moja ocena: 6/10

 

Wydawnictwo: Novae Res

kryminał, sensacja, thriller

Data wydania: 2025-11-19

Liczba stron: 280

ISBN: 9788384230732

 


 

Kocham cię, nieznajomy - Justyna Rzecińska

Kocham cię, nieznajomy - Justyna Rzecińska

 

Miłość, która rani. Spojrzenie, które zniewala. Prawda, która zabija.

Aleksandra, współwłaścicielka kancelarii prawnej, wierzyła, że Rafał jest jej największą miłością… do chwili, gdy po raz pierwszy podniósł na nią rękę. Od tamtej pory ich – z pozoru idealnym – małżeństwem rządzą cisza, nieufność i strach.

Podczas wspólnego wyjazdu do Sopotu, w hotelowej windzie, spotykają jego – mężczyznę o lazurowych oczach, którego spojrzenie zdaje się sięgać zbyt głęboko. Cyfra sześć, wytatuowana na ciele nieznajomego, nie daje Aleksandrze spokoju – doświadcza rzeczy, których nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć. Dziwne znaki, niepokojące sny i głos rozbrzmiewający w jej wnętrzu z każdym dniem nasuwają coraz więcej pytań.

 


Książka Kocham cię, nieznajomy autorstwa Justyny Rzecińskiej to debiut, który próbuje połączyć kilka gatunków – romans, powieść obyczajową i elementy thrillera psychologicznego. Już na wstępie widać, że ambicją autorki było stworzenie historii wielowymiarowej, opartej nie tylko na emocjach, ale też na napięciu i tajemnicy. Efekt jest intrygujący, choć momentami nierówny.

Główna bohaterka, Aleksandra, to kobieta sukcesu – współwłaścicielka kancelarii prawnej, która z zewnątrz prowadzi uporządkowane życie. Jednak za tą fasadą kryje się rzeczywistość pełna przemocy, lęku i narastającego poczucia bezsilności. Relacja z mężem, Rafałem, została ukazana w sposób bezkompromisowy – jako toksyczny związek, w którym dominują kontrola, manipulacja i agresja. To jeden z najmocniejszych elementów powieści, który nadaje jej ciężaru i wiarygodności.

Autorka nie unika trudnych tematów, takich jak przemoc domowa czy zdrada, i przedstawia je w sposób bezpośredni, momentami wręcz surowy. Dzięki temu czytelnik zostaje wciągnięty w emocjonalny świat bohaterki, odczuwając jej strach, zagubienie i stopniowo rodzącą się potrzebę zmiany. To właśnie ten psychologiczny aspekt książki wypada najbardziej przekonująco.

Na tym tle pojawia się wątek tajemniczego nieznajomego – mężczyzny o hipnotyzującym spojrzeniu i charakterystycznym tatuażu. Jego obecność wprowadza do fabuły element niepokoju i niedopowiedzenia, balansujący na granicy realizmu i czegoś trudnego do racjonalnego wyjaśnienia. Motyw wewnętrznego głosu oraz niepokojących wizji dodatkowo potęguje atmosferę zagrożenia i sprawia, że książka zyskuje bardziej mroczny ton.

Ciekawym zabiegiem narracyjnym jest prowadzenie historii z dwóch perspektyw – Aleksandry i Rafała. Dzięki temu czytelnik może lepiej zrozumieć mechanizmy rządzące ich relacją, a także zobaczyć, jak bardzo różnią się ich postrzegania tej samej rzeczywistości. To rozwiązanie dodaje głębi postaciom, choć momentami uwypukla również pewne uproszczenia w konstrukcji psychologicznej bohaterów.

Fabuła rozwija się dynamicznie i nie brakuje w niej zwrotów akcji, które potrafią zaskoczyć. Autorka umiejętnie buduje napięcie, wplatając w historię kolejne wątki i tajemnice. Jednocześnie można odnieść wrażenie, że nie wszystkie z nich zostały w pełni wykorzystane lub odpowiednio rozwinięte, co wpływa na spójność całej opowieści.

Największym mankamentem książki wydaje się jednak zakończenie. Po intensywnej i emocjonalnej narracji finał sprawia wrażenie zbyt pospiesznego i niedostatecznie dopracowanego. Niektóre wątki pozostają niedomknięte, a czytelnik może odczuć niedosyt, oczekując bardziej wyrazistego rozwiązania.

Mimo tych niedociągnięć „Kocham cię, nieznajomy” to debiut, który zasługuje na uwagę. Autorka podejmuje ważne tematy i potrafi stworzyć atmosferę napięcia oraz niepokoju, która towarzyszy czytelnikowi przez większość lektury. To książka, która może zainteresować zarówno miłośników romansów, jak i tych, którzy szukają w literaturze czegoś bardziej niejednoznacznego.

Ostatecznie jest to opowieść o walce o siebie, o próbie wyrwania się z toksycznej relacji i o odwadze, by zacząć od nowa. Choć niepozbawiona wad, pozostawia po sobie wyraźny ślad i pokazuje potencjał autorki na przyszłość.

 

Recenzja napisana przez: Gosia Celińska

Moja ocena: 6/10

 

Wydawnictwo: Novae Res

literatura obyczajowa, romans

Data wydania: 2025-11-17

Liczba stron: 334

ISBN: 9788384231586



 

Lekka, romantyczna opowieść apolityczna - Magdalena Szczyrk

Lekka, romantyczna opowieść apolityczna - Magdalena Szczyrk

 

Do diabła z opiniami wszystkich, którzy noszą garnitury!

Rozalia, ambitna trzydziestolatka, wierzy, że spełnia swoje marzenia. Jako asystentka Rajmunda Hornsta, kandydata na prezydenta Wrocławia, oddaje kampanii wyborczej całe serce. Chce lepszej Polski – a przecież tylko z ramienia PPU może o nią walczyć.

Od tygodni nie ma więc czasu na sen, na siebie ani na swój związek. I choć z biegiem czasu jej obowiązki zaczynają sprowadzać się do prasowania koszul i parzenia kawy, Rozalia wykonuje je bez cienia sprzeciwu.

Do czasu, gdy traci czujność, a jedno zdjęcie obraca w proch wszystkie starania. Aby ratować swój wizerunek, wkracza na terytorium wrogiej partii – i coraz częściej wpada na autora kompromitującej fotografii. Każde ich spotkanie burzy jej spokój, a niechęć zaczyna niebezpiecznie mieszać się z ciekawością…

Już wkrótce Rozalia stanie nad przepaścią: czy pozostanie wierna dawnym przekonaniom, czy odważy się zrobić krok w stronę nowej perspektywy – takiej, która daje jej głos, budzi sumienie… i porusza serce?



Książka „Lekka, romantyczna opowieść apolityczna” autorstwa Magdaleny Szczyrk to tytuł, który już na poziomie nazwy prowokuje i w pewnym sensie wprowadza czytelnika w błąd. Sugerowana lekkość i apolityczność okazują się jedynie punktem wyjścia do historii znacznie bardziej złożonej, osadzonej głęboko w realiach kampanii wyborczej i mechanizmach władzy. To powieść, która bawi się oczekiwaniami odbiorcy, jednocześnie oferując coś więcej niż prostą historię miłosną.

Główna bohaterka, Rozalia, to ambitna trzydziestolatka, która wierzy, że jej praca ma sens i realny wpływ na rzeczywistość. Jako asystentka kandydata na prezydenta Wrocławia angażuje się bez reszty, stopniowo zatracając granicę między życiem zawodowym a prywatnym. Autorka dobrze oddaje mechanizm wypalenia i rozczarowania – od idealistycznego zaangażowania po moment, w którym bohaterka zaczyna dostrzegać, że jej rola sprowadza się do zadań dalekich od pierwotnych ambicji.

Jednym z najmocniejszych aspektów książki jest ukazanie kulis świata polityki. Nie jest to przestrzeń wielkich idei i wzniosłych przemówień, lecz raczej miejsce pełne napięć, kompromisów i walki o wizerunek. Szczególnie wyraźnie wybrzmiewa problem nierównego traktowania kobiet, które – mimo kompetencji – często spychane są do roli „zaplecza”. Ten wątek nadaje powieści wyraźny, społeczny ciężar.

Równolegle rozwija się warstwa obyczajowa i romantyczna, choć nie ma ona klasycznego, lekkiego charakteru. Relacja Rozalii z partnerem stopniowo się rozpada, a na jej drodze pojawia się ktoś nowy – mężczyzna reprezentujący zupełnie inne spojrzenie na świat. Ich spotkania wprowadzają napięcie i ciekawość, ale zamiast typowego romansu otrzymujemy raczej historię o wyborach i konsekwencjach emocjonalnych.

Istotnym punktem zwrotnym fabuły jest pojawienie się kompromitującego zdjęcia, które burzy dotychczasowy porządek życia bohaterki. To wydarzenie uruchamia lawinę zmian – zarówno w sferze zawodowej, jak i osobistej. Rozalia zaczyna kwestionować swoje decyzje, przekonania i lojalność wobec środowiska, które dotąd uważała za własne.

Styl powieści jest lekki i przystępny, co sprawia, że książkę czyta się szybko, mimo poruszanych trudniejszych tematów. Autorka umiejętnie balansuje między narracją obyczajową a bardziej refleksyjnymi fragmentami, dzięki czemu historia nie przytłacza, lecz angażuje. Jednocześnie można odnieść wrażenie, że niektóre wątki – zwłaszcza romantyczne – mogłyby zostać bardziej rozwinięte.

Nie każdemu czytelnikowi przypadnie do gustu sposób prowadzenia bohaterki. Rozalia bywa bierna, waha się i nie zawsze podejmuje zdecydowane działania, co może budzić frustrację. Z drugiej strony to właśnie ta niejednoznaczność czyni ją postacią bardziej realistyczną – osobą zagubioną, próbującą odnaleźć siebie w trudnym środowisku.

Największym zaskoczeniem pozostaje jednak ton całej książki. Wbrew tytułowi nie jest to historia jednoznacznie lekka ani jednoznacznie romantyczna. To raczej opowieść o rozczarowaniu, dojrzewaniu i konieczności przewartościowania własnych wyborów. Polityka nie jest tu jedynie tłem – stanowi integralną część fabuły.

Ostatecznie „Lekka, romantyczna opowieść apolityczna” to powieść, która pod pozornie prostą formą kryje bardziej złożone treści. Może nie spełnić oczekiwań tych, którzy szukają czystej rozrywki, ale z pewnością zainteresuje czytelników otwartych na historię z nutą realizmu i refleksji.

 

Recenzja napisana przez: Gosia Celińska

Moja ocena: 7/10

 

Wydawnictwo: Novae Res

literatura obyczajowa, romans

Data wydania: 2025-11-13

Liczba stron: 354

ISBN: 9788384232132