Rok pierwszy. 365 kilkusekundowych refleksji - Częścik-Zellker Józef

Rok pierwszy. 365 kilkusekundowych refleksji - Częścik-Zellker Józef

 

Są książki, które czyta się godzinami. I są takie, które wystarczy otworzyć na jednej stronie, żeby zatrzymać się na dłużej. Rok pierwszy Zellkera należy do tej drugiej kategorii — to zbiór 365 krótkich refleksji, po jednej na każdy dzień roku. Charakteryzuje je niezwykłe bogactwo tematyczne: od pytań o sens życia i świata, przez naturę prawdy i ludzkiego umysłu, po rozważania o wierze, religii, powinnościach moralnych, społeczeństwie. Nie mamy tu jednak do czynienia z językiem abstrakcji. Refleksje Zellkera – niepozbawione humoru – dotyczą też życia codziennego: stresu i jego wpływu na człowieka, egoizmu – jawnego i ukrytego, pokus i zagrożeń związanych z biernością. Autor nie unika również tematów wrażliwych i aktualnych, jak choćby zagrożenie autorytaryzmem, wojna, sztuczna inteligencja, media społecznościowe. Podejmuje je jednak nie z określonego stanowiska ideologicznego, lecz w sposób, który umożliwia każdemu czytelnikowi własną refleksję.

Rok pierwszy to trzecia część tryptyku, który został pomyślany przez Zellkera jako swoiste wprowadzenie do serii Lazurowa Idea, łączącej w sobie żywioły filozoficzny, naukowy i literacki.




 „Rok pierwszy” Zellkera to książka, którą trudno czytać linearnie w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Można oczywiście przejść przez kolejne 365 refleksji, dzień po dniu, ale równie naturalne jest otwarcie tomu na przypadkowej stronie i zatrzymanie się przy jednym zdaniu. To właśnie krótkiej formie podporządkowana została cała konstrukcja książki. Każda refleksja ma być impulsem – czymś, co na moment wytrąca czytelnika z codziennego rytmu i skłania do spojrzenia na znane sprawy z nieco innej perspektywy.

Największe wrażenie robi rozpiętość podejmowanych tematów. Autor przechodzi od pytań fundamentalnych – o sens życia, naturę prawdy, funkcjonowanie ludzkiego umysłu czy relację człowieka z wiarą – do spraw pozornie znacznie bardziej przyziemnych. Pojawiają się stres, egoizm, pokusy, bierność, nasze codzienne wybory i konsekwencje drobnych decyzji. Ta różnorodność sprawia, że książka nie zamyka się w obrębie filozoficznego traktatu. Bardziej przypomina rozmowę prowadzoną z czytelnikiem, w której jeden temat niespodziewanie prowadzi do kolejnego.

„Prawda jest jedna, choć każdy z nas posiada jej własną wersje”

Charakterystyczne dla Zellkera jest zestawianie poważnych pytań z prostym, czasem lekko ironicznym spojrzeniem na ludzką naturę. Autor nie traktuje człowieka jako istoty konsekwentnej i racjonalnej. Przeciwnie – dostrzega nasze słabości, wygodnictwo, skłonność do usprawiedliwiania własnych zachowań czy odkładania problemów na później. Dzięki temu część refleksji ma w sobie coś z filozoficznego lustra: czytelnik może początkowo obserwować opisywane zjawisko z dystansu, by po chwili zauważyć, że dotyczy ono również jego samego.

Jednym z ciekawszych wątków jest pytanie o prawdę. Stwierdzenie, że prawda jest jedna, choć każdy człowiek może posiadać jej własną wersję, otwiera przestrzeń do zastanowienia się nad granicą między obiektywnym faktem a indywidualnym sposobem postrzegania rzeczywistości. W czasach, gdy ludzie coraz częściej funkcjonują w odmiennych obiegach informacji i budują własne interpretacje tych samych wydarzeń, refleksja ta nabiera szczególnej aktualności. Zellker nie próbuje jednak rozstrzygać wszystkiego za czytelnika. Raczej stawia problem na stole i pozwala mu wybrzmieć.

W książce znajdziemy także tematy mocno związane ze współczesnością: rozwój sztucznej inteligencji, wpływ mediów społecznościowych, zagrożenie autorytaryzmem czy doświadczenie wojny. Ich obecność jest o tyle interesująca, że autor nie wykorzystuje ich wyłącznie jako pretekstu do wyrażenia konkretnej politycznej czy ideologicznej deklaracji. Bardziej interesuje go człowiek stojący wobec zmian, których nie zawsze rozumie i nad którymi nie zawsze ma kontrolę. Dzięki temu refleksje pozostają otwarte na różne odczytania, a książka nie starzeje się wraz z jednym konkretnym wydarzeniem czy sporem.

„Błędy najlepiej poprawiać, gdy atrament jeszcze nie wysechł. Im dłużej czekamy, tym trudniej usunąć plamę.”

Wiele miejsca poświęcono również odpowiedzialności za własne życie. Metafora błędu, który najłatwiej naprawić wtedy, gdy „atrament jeszcze nie wysechł”, dobrze oddaje sposób myślenia obecny w całym tomie. Zwlekanie z rozwiązaniem problemu rzadko sprawia, że problem znika; przeciwnie, z czasem jego konsekwencje mogą stać się trudniejsze do odwrócenia. Podobnie przedstawiona zostaje kwestia rozwoju osobistego – jako procesu, który nie powinien mieć wyznaczonego punktu końcowego, ponieważ każde osiągnięcie może stać się początkiem następnego etapu.

Istotne jest przy tym, że „Rok pierwszy” nie udaje książki, która posiada odpowiedzi na wszystkie pytania. Jej ambicją nie jest stworzenie kompletnego systemu filozoficznego ani przekonanie odbiorcy do jednego sposobu interpretowania świata. To raczej zbiór intelektualnych impulsów. Niektóre z nich mogą wydać się oczywiste, inne prowokują do sprzeciwu, jeszcze inne prawdopodobnie wrócą do czytelnika dopiero po pewnym czasie. Ta nierówność jest zresztą nieunikniona przy takiej formule, ale sprawia również, że każdy może znaleźć w książce refleksję szczególnie bliską własnemu doświadczeniu.

„Praca nad własnym rozwojem nie może zatrzymać się na żadnym etapie, ponieważ kolejny etap to wstęp do następnego, często nam jeszcze nieznanego”

Jako trzeci tom tryptyku „Rok pierwszy” domyka projekt, w którym filozoficzne, naukowe i literackie spojrzenie na rzeczywistość wzajemnie się przenikają. Jeśli potraktować wszystkie trzy książki jako kolejne sposoby zatrzymywania się nad światem, ten tom ma charakter najbardziej bezpośredni i codzienny. Zellker bierze wielkie pytania i sprowadza je do rozmiaru jednej strony, jednego zdania, czasem jednej metafory. Nie zawsze są to myśli przełomowe – i chyba nie taki jest ich cel. Ich wartość polega raczej na tym, że przypominają o czymś, o czym w codziennym pośpiechu łatwo zapomnieć: że rozwój zaczyna się od pytania, zmiana od zauważenia błędu, a myślenie od gotowości, by na chwilę zatrzymać się i zakwestionować własne przyzwyczajenia. „Rok pierwszy” najlepiej więc czytać nie po to, by szybko go ukończyć, lecz po to, by niektóre jego strony pozostały z nami znacznie dłużej niż trwa sama lektura.



Moja ocena: 7/10

Recenzja napisana przez: Gosia Celińska


Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

Wydawnictwo: TUTO

Cykl: Tryptyk pierwszy, tom 3

Kategorie: Filozofia, Poezja

Stron: 144

Rok jak krok pierwszy. 365 kilkunastosekundowych metaforycznych refleksji - Częścik-Zellker Józef

Rok jak krok pierwszy. 365 kilkunastosekundowych metaforycznych refleksji - Częścik-Zellker Józef

 Metafora potrafi powiedzieć więcej niż definicja — ta myśl przyświeca konstrukcji i treści Roku jak kroku pierwszego. Drugi tom tryptyku Zellkera przynosi 365 refleksji metaforycznych, mieszczących się na pograniczu eseju, poezji i filozofii. Każdy wpis to miniaturowy obraz, który oddziałuje zarówno na intelekt, jak i na intuicję i wyobraźnię. Tematyka zbioru jest imponująco rozległa: ludzkie uczucia i postawy wobec życia, natura człowieka, jego stosunek do autorytetów i idei, nasze funkcjonowanie w świecie zmieniającym się z dnia na dzień, relacja człowieka z Absolutem. Rok jak krok pierwszy to literatura na granicy aforystyki i prozy poetyckiej, raczej stawiająca pytania niż przynosząca gotowe do przyjęcia odpowiedzi, czerpiąca z uważnej obserwacji codzienności i wrażliwości aksjologicznej Zellkera.

 Rok jak krok pierwszy to druga część tryptyku, który został pomyślany przez autora jako swoiste wprowadzenie do serii Lazurowa Idea, łączącej w sobie żywioły filozoficzny, naukowy i literacki.




 „Rok jak krok pierwszy. 365 kilkunastosekundowych metaforycznych refleksji” to książka, która świadomie wybiera formę niewielką, aby mówić o sprawach dużych. Drugi tom projektu Zellkera nie próbuje budować rozległego filozoficznego wywodu. Zamiast tego proponuje 365 krótkich zatrzymań – obrazów, skojarzeń i metafor, które mają zadziałać szybciej niż rozbudowany argument, ale pozostać w pamięci znacznie dłużej. To literatura wymagająca od czytelnika nie tyle specjalistycznej wiedzy, ile uważności.

Metafora jest tutaj czymś więcej niż ozdobnikiem językowym. Staje się podstawowym sposobem poznawania rzeczywistości. Autor zamiast definiować, pokazuje; zamiast wykładać, sugeruje; zamiast zamykać znaczenie w jednej interpretacji, pozostawia czytelnikowi przestrzeń do dopowiedzenia. Dzięki temu poszczególne refleksje można czytać jak małe literackie zagadki. Czasem ich sens pojawia się natychmiast, innym razem dopiero po chwili, kiedy obraz zaczyna łączyć się z własnym doświadczeniem odbiorcy.

Zellker szczególnie dobrze wypada tam, gdzie metafora pozwala mu przełożyć abstrakcyjną myśl na coś znajomego. Refleksja o marzeniach przyrównanych do architektonicznych planów trafnie pokazuje różnicę między wyobrażeniem przyszłości a rzeczywistym wysiłkiem potrzebnym do jej stworzenia. Sam pomysł nie wystarcza – potrzebne są fundament, konsekwencja i codzienna praca. Podobnie działa obraz niegodziwości jako pleśni pojawiającej się na sumieniu: pozornie niewielkie odstępstwo może z czasem stać się czymś, czego przestajemy nawet zauważać. To proste obrazy, ale właśnie ich prostota nadaje im siłę.

Tematyka tomu jest bardzo szeroka. Autor przygląda się ludzkim emocjom, wyborom i postawom, zastanawia się nad naturą człowieka, jego stosunkiem do autorytetów i idei, a także nad miejscem jednostki w świecie podlegającym nieustannym przemianom. W tle pojawiają się pytania o wartości, odpowiedzialność, sens oraz relację człowieka z Absolutem. Nie jest to jednak system filozoficzny, który krok po kroku prowadzi do określonej konkluzji. Bardziej przypomina kolekcję soczewek, przez które można oglądać ten sam świat z różnych perspektyw.

„Marzenia bywają czymś na kształt planów architektonicznych, bez których dom nigdy nie powstanie. Plan to dopiero początek, potrzebny jest bowiem jeszcze fundament woli i codzienny trud wznoszenia murów. Bez realizacji najpiękniejsza wizja pozostaje jedynie zbiorem linii na papierze.”

Właśnie dlatego „Rok jak krok pierwszy” dobrze sprawdza się jako książka do czytania fragmentami. Można sięgnąć po jeden tekst rano, przeczytać kolejny przed snem albo otworzyć tom przypadkowo i zatrzymać się przy wybranej refleksji. Taka konstrukcja ma jednak również swoją pułapkę: nie każda metafora będzie równie celna dla każdego czytelnika. Niektóre miniatury pozostają w pamięci, inne mogą wydać się zbyt oczywiste albo nazbyt ogólne. Jest to naturalna konsekwencja gatunku, który opiera się na subiektywnym rezonansie.

Ciekawa jest także pozycja tej książki w ramach większego projektu. „Rok jak krok pierwszy” należy do tryptyku związanego z „Lazurową Ideą”, przedsięwzięciem sytuującym się na styku filozofii, nauki i literatury. W drugim tomie środek ciężkości przesuwa się jednak wyraźnie w stronę języka artystycznego. Jeśli filozoficzna refleksja bywa próbą dotarcia do prawdy za pomocą pojęć, Zellker sprawdza tutaj, ile można powiedzieć za pomocą obrazu. To interesujący eksperyment: filozofia zostaje pozbawiona akademickiego dystansu i próbuje przemówić językiem codziennych obserwacji.

„Niegodziwość jest na kształt pleśni na sumieniu. Zrazu pojawia się plamka, która potem rośnie, gdy nadal brniemy w występek. Najtrudniej ja dostrzec wtedy, gdy już pokryła wszystko.”

Ważną cechą tych tekstów jest również ich aksjologiczny charakter. Autor nie przygląda się człowiekowi wyłącznie jako obserwator. Interesuje go pytanie, jak powinniśmy żyć, czym różni się postępowanie dobre od złego i w jaki sposób nasze drobne decyzje wpływają na kształt życia. Niektóre refleksje mają więc charakter niemal moralitetowy, ale na szczęście książka nie zamienia się w zbiór prostych pouczeń. Najciekawsze fragmenty są właśnie tymi, które pozostawiają pewien dyskomfort i zmuszają do zastanowienia się, czy przedstawiony obraz rzeczywiście nas nie dotyczy.

Ostatecznie „Rok jak krok pierwszy” jest książką bardziej do przeżywania niż do jednorazowego przeczytania. Jej wartość nie polega na tym, że po 365 refleksjach otrzymujemy kompletną odpowiedź na pytania o człowieka i świat. Przeciwnie – autor konsekwentnie pokazuje, że ważniejsze od gotowych odpowiedzi może być samo utrzymanie zdolności do zadawania pytań. To propozycja dla czytelników, którzy lubią aforyzm, prozę poetycką i filozoficzne miniatury, ale także dla tych, którzy chcą na kilka minut dziennie wyłączyć informacyjny hałas i skierować uwagę ku własnym myślom. Drugi krok Zellkera okazuje się więc nie tyle kontynuacją pierwszego, ile zmianą sposobu patrzenia: z analizy na metaforę, z definicji na obraz i z odpowiedzi na pytanie.

 



Moja ocena: 7/10

Recenzja napisana przez: Gosia Celińska

 Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

Wydawnictwo: Wydawnictwo TUTO

ISBN: 9788383099842

Rok wydania: 2026

Obrót pierwszy. 365 jednominutowych refleksji - Częścik-Zellker Józef

Obrót pierwszy. 365 jednominutowych refleksji - Częścik-Zellker Józef

 

Istnieją pytania tak ważne dla człowieka, że powracają do nas niemal każdego dnia. Świadectwem zmagań z tymi uniwersalnymi tematami niewątpliwie jest „Obrót pierwszy”. Książka zawiera 365 aforyzmów, a niektóre z nich odznaczają się niemal poetyckim rozmachem i stanowią miniaturowe eseje, wymagające od czytelnika skupienia i wrażliwości. Tematyka obejmuje z jednej strony istotne problemy filozoficzne, takie jak: pierwsza przyczyna bytu, logika i matematyka jako tworzywo racjonalności świata, ekologia i moralny dług człowieka wobec przyrody, mit będący narzędziem porządkowania zbiorowej wyobraźni, natura kłamstwa i fałszu – a z drugiej strony osobiste refleksje autora na temat rodziny, bliskości, miłości, cierpienia czy pracy. Abstrakcja spotyka się tu z żywym doświadczeniem, analiza pojęciowa – z poezją, odwołania do filozofii i nauki – z wyznaniami.

Obrót pierwszy to publikacja otwierająca tryptyk, który został pomyślany przez Zellkera jako swoiste wprowadzenie do serii Lazurowa Idea, łączącej w sobie żywioły filozoficzny, naukowy i literacki.




 „Obrót pierwszy. 365 jednominutowych refleksji” Zellkera to książka, która wymyka się prostym klasyfikacjom. Nie jest ani klasycznym zbiorem aforyzmów, ani podręcznikiem filozofii, ani też literaturą piękną w tradycyjnym rozumieniu. Najbliżej jej chyba do osobistego zaproszenia do myślenia – takiego, które nie narzuca gotowych odpowiedzi, lecz zatrzymuje czytelnika na chwilę przy pytaniach, od których na co dzień często uciekamy. Konstrukcja oparta na 365 krótkich refleksjach sprawia, że książkę można czytać systematycznie, po jednej myśli dziennie, ale równie dobrze można otworzyć ją w dowolnym miejscu i pozwolić, by wybrany fragment stał się punktem wyjścia do własnych rozważań.

Największą siłą tej publikacji wydaje się jej rozpiętość tematyczna. Zellker z równą swobodą podejmuje zagadnienia dotyczące natury rzeczywistości, źródeł racjonalności czy znaczenia logiki i matematyki, jak i pisze o sprawach najbardziej osobistych: rodzinie, miłości, bliskości, cierpieniu czy pracy. Dzięki temu „Obrót pierwszy” nie zamyka się w świecie abstrakcyjnych pojęć. Filozofia zostaje tu sprowadzona z wysokości akademickich definicji do poziomu codziennego doświadczenia, a zwyczajne ludzkie sytuacje stają się materiałem do stawiania pytań o znacznie szerszym znaczeniu.

To jednak nie jest książka, którą warto czytać w pośpiechu. Choć podtytuł zapowiada jednominutowe refleksje, niektóre z nich mogą pozostać z czytelnikiem znacznie dłużej. Krótka forma nie oznacza bowiem prostoty. Przeciwnie – wiele tekstów ma charakter zagęszczony, niemal poetycki, a ich sens nie zawsze wyczerpuje się podczas pierwszej lektury. To książka wymagająca pewnej uważności i gotowości do powracania do przeczytanych zdań, ponieważ właśnie wtedy mogą ujawnić się kolejne znaczenia.

Interesujące jest również połączenie różnych sposobów patrzenia na świat. Obok refleksji inspirowanych filozofią pojawiają się odniesienia do nauki, ekologii, mitu i mechanizmów ludzkiego myślenia. Autor zastanawia się między innymi nad miejscem człowieka wobec natury, nad moralną odpowiedzialnością za otaczający świat oraz nad rolą opowieści i mitów w porządkowaniu zbiorowej wyobraźni. Ważne miejsce zajmuje także problem prawdy, fałszu i kłamstwa – temat szczególnie aktualny w rzeczywistości, w której coraz trudniej oddzielić informację od manipulacji.

Na tym tle mocno wybrzmiewają fragmenty bardziej osobiste. To właśnie zderzenie wielkich pytań o byt i rzeczywistość z doświadczeniem miłości, samotności czy cierpienia nadaje książce jej charakter. Zellker nie traktuje człowieka wyłącznie jako przedmiotu filozoficznej analizy. Człowiek jest tutaj kimś, kto jednocześnie myśli, czuje, kocha, ponosi porażki, pracuje i próbuje odnaleźć sens w świecie, którego nie da się do końca wyjaśnić. Dzięki temu nawet najbardziej abstrakcyjne rozważania mają szansę znaleźć swoje odbicie w osobistych doświadczeniach czytelnika.

Szczególnie ciekawa jest sama idea książki jako przestrzeni dialogu. Jedna z refleksji mówi o tym, że książki są dla umysłu tym, czym powietrze dla życia – pozwalają uczestniczyć w wymianie myśli ponad granicami czasu i pokoleń. To trafnie oddaje ducha całego tomu. „Obrót pierwszy” zdaje się przypominać, że myślenie nie musi być samotnym budowaniem własnych odpowiedzi od zera. Czytając, wchodzimy w rozmowę z cudzym doświadczeniem, a czasem rzeczywiście łatwiej znaleźć wspólny język z autorem żyjącym w innej epoce niż z osobami znajdującymi się najbliżej nas.

Nie każdemu przypadnie do gustu taka forma lektury. Osoby oczekujące wyrazistej fabuły, dynamicznej narracji albo jednoznacznych odpowiedzi mogą poczuć się rozczarowane. Zellker nie prowadzi czytelnika za rękę i nie oferuje prostego zestawu życiowych recept. Pozostawia miejsce na niepewność, interpretację, a czasem również na sprzeciw wobec przedstawionej myśli. I właśnie ta otwartość jest jedną z wartości książki – dobra refleksja nie zawsze ma przecież przekonać, czasem jej zadaniem jest po prostu uruchomienie pytania.

„Obrót pierwszy. 365 jednominutowych refleksji” można więc polecić przede wszystkim czytelnikom, którzy lubią książki pozostawiające po sobie więcej niż tylko streszczenie fabuły. To propozycja dla osób gotowych zwolnić, zatrzymać się nad pojedynczym zdaniem i dopuścić możliwość, że nie każda ważna lektura musi dostarczać odpowiedzi. Jako otwarcie planowanego tryptyku i wprowadzenie do serii „Lazurowa Idea” książka zapowiada projekt ambitny, łączący filozofię, naukę i literaturę. Jej największym atutem jest jednak coś prostszego: przypomnienie, że w świecie pełnym nieustannego pośpiechu minuta poświęcona prawdziwej refleksji może czasem znaczyć więcej niż wiele godzin spędzonych na bezmyślnym odbieraniu kolejnych informacji.

 

„Jak nie możemy żyć bez powietrza, tak nie potrafimy już żyć bez książek. Kto bez nich żyje, żyje na pół gwizdka. Stworzyła nas wymiana myśli za pomocą słów, a ona właśnie zapisana jest najpełniej w książkach. Dzięki nim prowadzimy dialog ponad pokoleniami. Niektórym z nas łatwiej porozumieć się z mistrzem żyjącym kilka wieków temu niż z własnymi rodzicami. Umysł oddycha myślą, przy czym niekoniecznie musi to być nasza własna myśl.”

 



Moja ocena: 7/10

Recenzja napisana przez: Gosia Celińska

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

 

Wydawnictwo: TUTO

Cykl: Tryptyk pierwszy (tom 1)

Liczba stron: 392

ISBN: 9788383099859

Rok wydania: 2026

Nocny Spacer - Monika Lutz

Nocny Spacer - Monika Lutz

 

Adam błądzi nocą po mieście, próbując odnaleźć sens po utracie pierwszej miłości. Odkrywa miasto i ludzi. Każda nowa relacja niesie tajemnice, a granica między jawą a snem zaciera się coraz bardziej kiedy Adam nie jest pewien tego kto jest do końca kim i tego co ukrywa. „Nocny Spacer” to powieść psychologiczna o uczuciach, bliskości ale i tajemnicach które zmieniają wszystko.

Książka zawiera wątki erotyczne i jest przeznaczona dla pełnoletnich czytelników. 18+



Debiuty literackie często bywają nieprzewidywalne – jedne zachwycają dojrzałością, inne pokazują przede wszystkim potencjał autora. „Nocny Spacer” Moniki Lutz zaliczyłabym do tej drugiej grupy. To powieść psychologiczna z wyraźnie zaznaczonym wątkiem obyczajowym i erotycznym, która opowiada o stracie, samotności oraz trudnym procesie godzenia się z końcem pierwszej, wielkiej miłości. Jednocześnie autorka próbuje stworzyć historię, w której granica między rzeczywistością a tym, co rodzi się w umyśle bohatera, staje się coraz mniej wyraźna.

Głównym bohaterem jest Adam – mężczyzna, który po bolesnym rozstaniu nie potrafi odnaleźć się w codziennym życiu. Każdej nocy przemierza ulice miasta, próbując oswoić pustkę po utraconym związku i licząc na to, że los jeszcze raz postawi na jego drodze kobietę, którą wciąż kocha. Dopiero przypadkowe spotkanie z tajemniczą Ewą sprawia, że jego życie zaczyna nabierać nowych barw. Od początku trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że za tą znajomością kryje się coś więcej niż zwykły zbieg okoliczności.

Największym atutem książki jest jej atmosfera. Nocne miasto staje się niemal osobnym bohaterem powieści – pełnym ciszy, niedopowiedzeń i tajemnic. Monika Lutz umiejętnie buduje klimat niepewności, dzięki czemu czytelnik przez długi czas zastanawia się, komu można zaufać i dokąd właściwie zmierza ta historia. W tle pojawiają się pytania o samotność, potrzebę bliskości oraz o to, jak łatwo człowiek potrafi zagubić się we własnych emocjach.

Autorka poświęca sporo miejsca psychice bohatera. Adam nie jest postacią idealną – kieruje się emocjami, często podejmuje impulsywne decyzje i desperacko szuka uczucia, które pozwoli mu zapomnieć o przeszłości. Momentami jego zachowanie może budzić irytację, zwłaszcza gdy bardzo szybko angażuje się w kolejne relacje, jednak właśnie ta emocjonalna niedojrzałość wydaje się świadomym elementem jego charakterystyki.

Istotną częścią powieści są również sceny intymne, które stanowią ważny element relacji między bohaterami. Nie zostały one dodane wyłącznie dla wywołania emocji, lecz mają pokazać potrzebę bliskości i próbę zagłuszenia samotności. Czytelnicy sięgający po tę książkę powinni jednak pamiętać, że motywy erotyczne pojawiają się często i są integralną częścią opowieści, dlatego jest to zdecydowanie lektura przeznaczona dla dorosłego odbiorcy.

Styl Moniki Lutz jest lekki i przystępny, dzięki czemu książkę czyta się bardzo sprawnie. Kolejne rozdziały płynnie prowadzą czytelnika przez historię, a autorka umiejętnie podsyca ciekawość, stopniowo odsłaniając kolejne elementy układanki. Choć niektóre wydarzenia mogłyby zostać bardziej rozbudowane, a część relacji rozwija się nieco zbyt szybko, całość skutecznie utrzymuje zainteresowanie.

Największym zaskoczeniem okazało się dla mnie zakończenie. Finał całkowicie zmienia sposób patrzenia na wcześniejsze wydarzenia i sprawia, że wiele pozornie przypadkowych scen nabiera nowego znaczenia. To właśnie ostatnie rozdziały pozostawiają najsilniejsze wrażenie i pokazują, że autorka od początku konsekwentnie prowadziła czytelnika do tego momentu.

„Nocny Spacer” to udany debiut, który łączy elementy powieści psychologicznej, obyczajowej i romansu z nutą tajemnicy. Nie jest to historia pozbawiona niedoskonałości, ale wyróżnia się klimatem, emocjonalnością oraz umiejętnością budowania napięcia aż do samego końca. Jeśli lubicie opowieści o ludziach próbujących odnaleźć siebie po bolesnych doświadczeniach, a przy tym cenicie historie pozostawiające czytelnika z pytaniami jeszcze długo po zakończeniu lektury, ta książka może okazać się interesującym wyborem.

 

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

 

Recenzja napisana przez: Gosia Celińska

Moja ocena: 8/10

 

Wydawnictwo: Ridero

Data wydania: 2025-05-27

Liczba stron: 324

ISBN: 9788384145234


 

Saga Sigrun. Ja jestem Halderd - Elżbieta Cherezińska

Saga Sigrun. Ja jestem Halderd - Elżbieta Cherezińska

 Północna Droga to cykl powieściowy rozgrywający się na przełomie X i XI wieku w Skandynawii. W świecie, który poza wojnami o władzę staje wobec wyzwania: oto między fiordy wkracza nowy bóg, Bóg chrześcijan.

Tom I to opowieści kobiet. Tak różnych od siebie, jakby Norny utkały ich losy z całkowicie odmiennej przędzy.

Saga Sigrun

Sigrun, córka potężnego Pana Północy, jest obdarzona przez los wieloma darami, spośród których najważniejszym jest miłość. Z wzajemnością zakochana we własnym mężu, oddana dzieciom, domowi i rodzinie. Strażniczka domowego ogniska, planująca dla swego syna najpiękniejszy los. W tym szczęściu tkwi jednak ziarno niepokoju. Jej mąż jest prawdziwym wodzem Północy: walecznym i honorowym. A to oznacza, że gdy dojdzie do wielkiej bitwy w zatoce Hjorung, popłynie na nią w pierwszym szeregu łodzi.

Skaldowie śpiewają, że najważniejsza jest sława. Na cóż mi ona? Nie obejmie mnie ramieniem, nie obudzi rano, nie wsunie języka między moje wargi. Dzieci ze mną nie spłodzi. Nikt nie zaśpiewa pieśni o Sigrun, kobiecie, która kochała. Moje życie nie nadaje się do waszych rymów, nie zwyciężyłam wojen, nie podbiłam lądów, nigdy nikogo nie zabiłam i nie splądrowałam. Tworzyłam własne strofy, miłosne. Czułe, wypełnione troską, zachwytem, niezdarne tkliwością. Kochałam.

Ja jestem Halderd

Dzieciństwo Halderd naznaczone jest pasmem strat. Jej rodzina traci rodowe dobra, a z nędzy wydobywa ją stryj, wydając młodą dziewczynę za mąż za jednego z Panów Północy. Halderd zyskuje piękny dom, służbę i dostatnie życie, ale płaci za to słono i boleśnie, własnym ciałem. Gdy urodzi piątego syna, wie już, że nie wytrzyma ani dnia dłużej. I wtedy, w najgłębszym mroku, spotyka miłość swego życia – mężczyznę, który pod każdym względem jest przeciwieństwem jej męża. Ten ginie podczas polowania i wdowa Halderd z szóstym synem u boku, rozpoczyna własne panowanie. W bezwzględnym świecie wojny i polityki, przenikliwsza niż którykolwiek z Panów Północy, krok po kroku zbliża się do realizacji swego wielkiego planu. Ale powodzenie zależy od jej najmłodszego syna.

Podbrzuszem matki są jej synowie. Moim jest Ragnar. Choć przyszłość mu ułożyłam od dnia poczęcia, choć wszystko wokół za gardło chwyciłam i dowlokłam do tego miejsca, w którym zacząć się powinna jego rola, nie umiem mu jej pokazać. Jego jednego do niczego nie umiem myślą zmusić. Nøkken! Ziemie Sigrun i Halderd graniczą ze sobą. Synowie Halderd wychowują się w domu Sigrun. Obu kobiet jednak nigdy nie połączy przyjaźń. Połączy je coś ostatecznego: przepowiednia wieszczki z bagien, która na zawsze splecie ich losy w jeden węzeł.



Są książki historyczne, które skupiają się przede wszystkim na wielkich bitwach i politycznych rozgrywkach, oraz takie, które oddają głos ludziom żyjącym w cieniu wielkiej historii. „Saga Sigrun. Ja jestem Halderd” Elżbiety Cherezińskiej należy do tej drugiej kategorii. Choć w tle rozgrywają się wydarzenia przełomu X i XI wieku oraz zmienia się oblicze całej Skandynawii, to sercem tej opowieści pozostają kobiety – ich codzienność, wybory, miłość, cierpienie i walka o zachowanie własnej tożsamości w świecie zdominowanym przez mężczyzn.

Pierwsza część przedstawia historię Sigrun – kobiety, która nie marzy o sławie ani miejscu w pieśniach skaldów. Jej największym szczęściem jest rodzina, dom i mąż, którego kocha z całego serca. Autorka niezwykle subtelnie pokazuje, że nawet w świecie wojowników największą odwagą może być troska o bliskich i próba ochrony tego, co najcenniejsze. Nad losem Sigrun od początku unosi się jednak cień nieuchronnego przeznaczenia, a wojna, która dla mężczyzn jest drogą do chwały, dla kobiet oznacza przede wszystkim lęk, stratę i niepewność.

Zupełnie inną bohaterką jest Halderd. Jej historia jest znacznie bardziej surowa i bolesna. Od najmłodszych lat doświadcza upokorzeń, przemocy i konieczności podporządkowania się decyzjom innych. To właśnie z tych trudnych doświadczeń rodzi się jej niezwykła siła. Halderd nie walczy mieczem, lecz inteligencją, cierpliwością i umiejętnością przewidywania ludzkich zachowań. Z każdą kolejną stroną obserwujemy, jak z zastraszonej dziewczyny staje się kobietą zdolną wpływać na losy całego rodu.

Największym atutem powieści są właśnie bohaterowie. Cherezińska nie tworzy postaci jednoznacznie dobrych ani złych. Każdy kieruje się własnymi pragnieniami, słabościami i przekonaniami, a podejmowane decyzje mają swoje konsekwencje. Dzięki temu nawet drugoplanowe postacie wydają się niezwykle autentyczne, a czytelnik z łatwością zanurza się w ich świecie i zaczyna rozumieć motywacje, które nie zawsze są oczywiste.

Ogromne wrażenie zrobił na mnie również sposób odtworzenia realiów epoki. Autorka z niezwykłą dbałością przedstawia życie codzienne mieszkańców Skandynawii – od rodzinnych uczt i obrzędów po wojenne wyprawy i polityczne sojusze. Równie ważnym elementem jest zderzenie dwóch światów: dawnych nordyckich wierzeń z coraz śmielej wkraczającym chrześcijaństwem. Nie jest to jedynie historyczne tło, lecz siła, która wpływa na decyzje bohaterów i zmienia porządek całego świata.

Styl Elżbiety Cherezińskiej doskonale współgra z opowiadaną historią. Język jest bogaty, obrazowy i pełen emocji, ale jednocześnie pozostaje naturalny. Autorka potrafi z równą swobodą opisywać zarówno kameralne sceny rodzinne, jak i wielkie wydarzenia historyczne. Dzięki temu powieść zachowuje odpowiednie tempo i ani przez chwilę nie sprawia wrażenia suchej lekcji historii.

Choć książka liczy wiele stron, trudno odłożyć ją na dłużej. Poszczególne wydarzenia rozwijają się spokojnie, lecz napięcie narasta niemal niezauważalnie. Im lepiej poznajemy bohaterów, tym mocniej angażujemy się w ich losy. To jedna z tych historii, w których najważniejsze nie są spektakularne zwroty akcji, ale emocje i więzi łączące ludzi żyjących w niebezpiecznych czasach.

„Saga Sigrun. Ja jestem Halderd” to znakomite otwarcie cyklu „Północna Droga”. To epicka, pełna emocji opowieść o kobietach, które w brutalnym świecie wikingów potrafiły zachować odwagę, godność i własny głos. Elżbieta Cherezińska po raz kolejny udowadnia, że historia może być fascynująca nie tylko dzięki wielkim bitwom i królom, ale przede wszystkim dzięki ludziom, których losy poruszają jeszcze długo po zamknięciu książki.


Recenzja napisana przez: Gosia Celińska

Moja ocena: 8/10

 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Cykl: Północna Droga (tom 1-2)

powieść historyczna

Data wydania: 2026-04-28

Liczba stron: 784

ISBN: 9788383358314

 

 


Ludzie z peronu 5 - Clare Pooley

Ludzie z peronu 5 - Clare Pooley

 

Nikt nie rozmawia z nieznajomymi w pociągu.

Co się jednak stanie, jeśli ktoś to zrobi?

Codziennie o 8:05 Iona Iverson wsiada do pociągu, żeby jechać do pracy. Każdego dnia widuje te same osoby i snuje na ich temat różne domysły, nadając im zabawne przezwiska. Oczywiście nigdy z nikim nie rozmawia. Aż pewnego ranka Elegancki -Seksista-z- Surbiton dławi się winogronem, a Podejrzanie-Miły-z-New-Malden ratuje mu życie. To wydarzenie wywołuje reakcję łańcuchową.

Różnorodna grupa pasażerów, których dotąd łączyły jedynie wspólne dojazdy, zaczyna odkrywać, jak bardzo ich wyobrażenia o sobie nawzajem mijają się z rzeczywistością. Okazuje się, że rozmowa z nieznajomymi może nauczyć czegoś więcej – nie tylko o innych, ale przede wszystkim o samym sobie.


 


Są książki, które przyciągają wartką akcją, i są takie, które zachwycają zwyczajnością. „Ludzie z peronu 5” Clare Pooley zdecydowanie należą do tej drugiej kategorii. To ciepła, pełna humoru i życiowej mądrości opowieść o ludziach, którzy przez długi czas byli dla siebie jedynie anonimowymi współpasażerami. Wystarczy jednak jedno nieoczekiwane wydarzenie, by codzienna rutyna zamieniła się w początek niezwykłych znajomości.

Pomysł wyjściowy wydaje się bardzo prosty. Każdego ranka te same osoby wsiadają do tego samego pociągu, zajmują swoje ulubione miejsca i – zgodnie z niepisaną zasadą – nie rozmawiają ze sobą. Iona Iverson od lat obserwuje współpasażerów, nadając im zabawne przezwiska i wymyślając ich historie. Dopiero chwila zagrożenia sprawia, że niewidzialna bariera między nieznajomymi zaczyna pękać. Od tego momentu autorka prowadzi czytelnika przez historię, która udowadnia, jak wiele może zmienić jedna rozmowa.

Największym atutem powieści są bez wątpienia bohaterowie. Clare Pooley stworzyła grupę postaci bardzo różnych pod względem wieku, charakteru i życiowych doświadczeń. Każdy z nich zmaga się z własnymi problemami – samotnością, presją społeczną, kryzysem zawodowym czy trudnymi relacjami z bliskimi. Choć początkowo wydają się jedynie zbiorem przypadkowych osób, z czasem tworzą wspólnotę opartą na wzajemnym wsparciu i zaufaniu. Ich przemiany są wiarygodne i sprawiają, że trudno pozostać obojętnym wobec ich losów.

Szczególnie polubiłam Ionę, która od pierwszych stron kradnie całą uwagę. Jest bezpośrednia, błyskotliwa, momentami zaskakująco bezczelna, ale jednocześnie niezwykle empatyczna. To właśnie dzięki niej pozostali bohaterowie zaczynają otwierać się na siebie i dostrzegać, że za każdym anonimowym pasażerem kryje się człowiek z własną historią. Iona udowadnia, że ciekawość drugiego człowieka może być początkiem czegoś naprawdę wartościowego.

Autorka z dużą lekkością porusza tematy, które na co dzień dotyczą wielu z nas. Ageizm, samotność, wypalenie zawodowe, hejt w internecie, trudności w odnalezieniu się we współczesnym świecie czy lęk przed zmianami pojawiają się tutaj naturalnie i nigdy nie przytłaczają fabuły. Clare Pooley nie moralizuje ani nie próbuje udzielać gotowych odpowiedzi. Pozwala bohaterom popełniać błędy i uczyć się na własnych doświadczeniach, dzięki czemu historia pozostaje autentyczna.

Ogromnym plusem książki jest również jej klimat. To jedna z tych powieści, które czyta się z uśmiechem na twarzy, nawet gdy poruszają trudniejsze tematy. Nie brakuje zabawnych dialogów i sytuacji, ale równie często pojawiają się momenty wzruszenia i refleksji. Wszystko zostało doskonale wyważone, dzięki czemu lektura daje poczucie komfortu i zwyczajnie poprawia nastrój.

Oczywiście nie jest to książka pozbawiona wad. Niektóre wątki rozwiązują się odrobinę zbyt szybko, a finał wydaje się bardziej optymistyczny niż podpowiadałoby życie. Paradoksalnie jednak trudno mieć o to pretensje. „Ludzie z peronu 5” nie aspirują do bycia realistycznym dramatem społecznym. To historia, która ma przypominać, że życzliwość, odrobina odwagi i zwykła rozmowa potrafią zmienić czyjś dzień, a czasem nawet całe życie.

Po zakończeniu lektury złapałam się na tym, że zupełnie inaczej spojrzałam na ludzi spotykanych każdego dnia w autobusie czy pociągu. Ilu z nich nosi w sobie historie, których nigdy nie poznamy? Ilu z nich potrzebuje tylko jednej osoby, która odważy się powiedzieć „dzień dobry”? Clare Pooley napisała ciepłą, pełną nadziei powieść o sile ludzkich relacji i o tym, że czasami najważniejsze znajomości rodzą się tam, gdzie najmniej się ich spodziewamy. To książka, po której zostaje nie tylko uśmiech, ale również chęć, by następnym razem spojrzeć na nieznajomych z odrobiną większej życzliwości.

 

Recenzja napisana przez: Gosia Celińska

Moja ocena: 7/10

 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

literatura obyczajowa, romans

Data wydania: 2026-03-17

Liczba stron: 400

ISBN: 9788383358048


Brudne tajemnice - Disha Bose

Brudne tajemnice - Disha Bose

 

Perfekcyjne życie często bywa fasadą skrywającą najmroczniejsze tajemnice

Ciara ma wszystko – kochającego męża, wspaniałe dzieci, perfekcyjny dom i grono podziwiających ją kobiet.Ale jej życie dalekie jest od wyidealizowanego obrazka, który pokazuje na Instagramie.

Mishti tkwi w pozbawionym miłości, zaaranżowanym małżeństwie, wychowując córkę w obcym kraju. Zagubiona i samotna, jest zapatrzona w Ciarę, która staje się dla niej jedyną przyjaciółką.

Lauren myśli, że jest szczęśliwa, chociaż zmaga się z brakiem akceptacji ze strony innych matek, które uważają, że zarówno jej związek, jak i sposób wychowywania dzieci, są dalekie od ideału.

Gdy Ciara zostaje zamordowana, pozornie wzorcowa społeczność rozpada się jak domek z kart, a wszystkie brudne tajemnice ujrzą światło dzienne.

Brudne tajemnice to psychologiczny thriller o fałszywych przyjaźniach, zdradach, manipulacjach i kłamstwach ukrytych za zamkniętymi drzwiami perfekcyjnych domów.



„Brudne tajemnice” Dishy Bose udowadniają, że najbardziej przerażające historie nie zawsze rozgrywają się w ciemnych zaułkach czy opuszczonych domach. Czasem wystarczy spokojne osiedle, perfekcyjnie przystrzyżone trawniki i profile w mediach społecznościowych pełne uśmiechów. To właśnie za tą idealnie wykreowaną fasadą autorka ukryła opowieść o samotności, manipulacji i ludzkich słabościach, które z czasem prowadzą do tragedii.

Punktem wyjścia jest śmierć Ciary – kobiety, która dla otoczenia była uosobieniem sukcesu i rodzinnego szczęścia. Zamiast jednak od razu skupiać się na poszukiwaniu mordercy, Disha Bose cofa wydarzenia o kilka tygodni i pozwala czytelnikowi stopniowo odkrywać, kim naprawdę były osoby uwikłane w tę historię. Dzięki temu kryminalna zagadka schodzi chwilami na drugi plan, ustępując miejsca psychologicznemu portretowi bohaterów.

Największym atutem powieści są trzy kobiece bohaterki, z których każda skrywa własne sekrety i własny bagaż doświadczeń. Mishti próbuje odnaleźć się w obcym kraju i małżeństwie pozbawionym bliskości, Lauren nieustannie mierzy się z oceną otoczenia, a Ciara z niezwykłą starannością pielęgnuje wizerunek idealnej żony i matki. Żadna z nich nie jest jednoznacznie dobra ani zła, co sprawia, że łatwo zrozumieć motywacje ich decyzji, nawet jeśli nie zawsze można je zaakceptować.

Autorka bardzo trafnie pokazuje mechanizmy rządzące współczesnymi relacjami. Potrzeba akceptacji, zazdrość, rywalizacja między matkami, presja bycia perfekcyjnym oraz uzależnienie od opinii innych stają się fundamentem tej historii. Szczególnie interesująco wypada motyw mediów społecznościowych, które zamiast odzwierciedlać rzeczywistość, stają się narzędziem do budowania starannie wyreżyserowanego życia.

Osoby oczekujące dynamicznego thrillera z licznymi zwrotami akcji powinny jednak wiedzieć, że „Brudne tajemnice” rozwijają się spokojnym tempem. Napięcie budowane jest przede wszystkim poprzez rozmowy, drobne gesty i stopniowe odkrywanie kolejnych sekretów bohaterów. To bardziej thriller psychologiczny z silnym wątkiem obyczajowym niż klasyczny kryminał, w którym najważniejsze jest odnalezienie sprawcy.

Bardzo przypadł mi do gustu styl Dishy Bose. Pisze lekko, ale jednocześnie z dużą uważnością na emocje swoich postaci. Narracja prowadzona z kilku perspektyw pozwala spojrzeć na te same wydarzenia z różnych stron i uświadamia, jak łatwo wyciągać błędne wnioski, gdy znamy jedynie fragment czyjejś historii. Dzięki temu nawet pozornie nieistotne sceny z czasem zyskują nowe znaczenie.

Choć sam finał nie szokuje spektakularnym zwrotem akcji, bardzo dobrze domyka całą historię. To zakończenie, które bardziej skłania do refleksji niż wywołuje efekt niedowierzania. Pokazuje, że największe dramaty rodzą się z przemilczeń, niewypowiedzianych emocji i codziennych decyzji, które przez długi czas wydają się zupełnie niegroźne.

„Brudne tajemnice” to udany thriller psychologiczny dla czytelników, którzy cenią przede wszystkim dobrze napisanych bohaterów i wiarygodne relacje międzyludzkie. Disha Bose stworzyła historię o pozorach, toksycznych więziach i cenie, jaką płacimy za życie podporządkowane oczekiwaniom innych. To książka, która nie epatuje przemocą, ale skutecznie przypomina, że najciemniejsze tajemnice często kryją się tam, gdzie wszystko wydaje się idealne.

 

Recenzja napisana przez: Gosia Celińska

Moja ocena: 8/10

 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

kryminał, sensacja, thriller

Tytuł oryginału: Dirty Laundry

Data wydania: 2026-04-07

Liczba stron: 384

ISBN: 9788383358024