Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty
Życie jest niebezpieczne! Niesamowita opowieść o ewolucji życia od bakterii do ciebie - Reidar Müller, Sigbjørn Lilleeng

Życie jest niebezpieczne! Niesamowita opowieść o ewolucji życia od bakterii do ciebie - Reidar Müller, Sigbjørn Lilleeng

 

Ta pełna przygód powieść graficzna pokaże ci, że życie jest… fascynująco nieprzewidywalne i bardzo niebezpieczne!

Wybierz się w ekscytującą podróż w czasie! Razem z Gają i Iggym spotkasz groźne dinozaury, gigantyczne ważki, wielkie skorpiony, morskie potwory i całe mnóstwo dziwnych stworzeń, które kiedyś naprawdę istniały. A przy okazji odkryjesz niezwykłą historię ewolucji – od maleńkich bakterii aż po… ciebie!

Czy wiesz, że twoim przodkiem było mikroskopijne zwierzątko przypominające glutka? Albo dziwaczna ryba? To zadziwiające, że nieprzerwany łańcuch życia prowadzi właśnie do ciebie – choć po drodze tyle rzeczy mogło się nie udać, bo życie to ciągła przygoda i ryzyko!

Ta pełna barw, humoru i wiedzy książka zachwyci każdego ciekawego świata czytelnika – niezależnie od wieku.



Życie jest niebezpieczne! Niesamowita opowieść o ewolucji życia od bakterii do ciebie to komiks, który udowadnia, że historia naturalna może być równie emocjonująca jak najlepsza przygodówka. Norweski duet – Reidar Müller i Sigbjørn Lilleeng – stworzył opowieść, która łączy rzetelną wiedzę z dynamiczną narracją i dużą dawką humoru. Efekt to książka, która bawi, zaskakuje i mimochodem przemyca solidne podstawy nauki o ewolucji.

Fabuła została osadzona w lekkiej, przygodowej konwencji. Towarzyszymy Gai i Iggiemu w podróży przez miliardy lat historii Ziemi – od momentu, gdy życie istniało wyłącznie w postaci mikroskopijnych organizmów, aż po pojawienie się człowieka. Każdy przystanek w czasie to nowe wyzwania: drapieżne morskie stworzenia, gigantyczne owady, dinozaury czy epoka lodowcowa. Autorzy nie unikają podkreślania, że przetrwanie było raczej wyjątkiem niż regułą.

Ogromnym atutem komiksu jest sposób, w jaki tłumaczy on złożone procesy biologiczne. Ewolucja, dobór naturalny czy wymierania masowe zostają przedstawione w sposób przystępny, ale nie uproszczony do granic banalności. Młodszy czytelnik z łatwością zrozumie podstawowe mechanizmy, a starszy doceni sprytne skróty myślowe i celne metafory. To popularyzacja nauki w najlepszym wydaniu – bez moralizowania i bez szkolnego tonu.

Warstwa graficzna zasługuje na osobne uznanie. Ilustracje są żywe, pełne ruchu i ekspresji, a przy tym niezwykle czytelne. Lilleeng świetnie oddaje zarówno grozę prehistorycznych drapieżników, jak i komizm sytuacji, w których znajdują się bohaterowie. Kolorystyka i kadrowanie sprawiają, że kolejne strony dosłownie się pochłania. To komiks, który można czytać, ale też długo oglądać.

Ciekawym zabiegiem jest podkreślanie kruchości istnienia. Autorzy wielokrotnie przypominają, jak niewiele brakowało, by łańcuch życia został przerwany. Ta perspektywa nadaje opowieści wymiar niemal filozoficzny – pokazuje, że każdy z nas jest efektem serii nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności. W ten sposób książka budzi nie tylko ciekawość, ale i pewien rodzaj zachwytu nad światem.

Choć publikacja kierowana jest przede wszystkim do młodszych odbiorców, trudno uznać ją za lekturę wyłącznie dziecięcą. Dorośli czytelnicy również znajdą tu wiele przyjemności – zarówno w warstwie wizualnej, jak i merytorycznej. To przykład książki, którą można czytać wspólnie, traktując ją jako punkt wyjścia do rozmów o historii Ziemi i miejscu człowieka w przyrodzie.

Nie bez znaczenia jest też tempo narracji. Akcja toczy się szybko, ale nie chaotycznie. Każdy rozdział stanowi zamkniętą całość, a jednocześnie wpisuje się w większą opowieść o ewolucji. Humor łagodzi poważniejsze treści, dzięki czemu książka nie przytłacza, mimo że opowiada o katastrofach, wymieraniach i nieustannej walce o przetrwanie.

Życie jest niebezpieczne! to znakomity przykład, jak połączyć komiksową formę z ambitną tematyką naukową. To lektura, która rozbudza ciekawość świata i pokazuje, że nasze istnienie jest częścią długiej, pełnej ryzyka historii. Jeśli ktoś szuka książki, która w atrakcyjny sposób wprowadzi w temat ewolucji i przy okazji dostarczy świetnej rozrywki, trudno o lepszy wybór.


Recenzja napisana przez: Gosia Celińska

Moja ocena: 10/10

 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Komiksy

Tytuł oryginału: Livet er livsfarlig! den utrolige historien om livets utvikling fra bakterier til deg

Data wydania: 2025-12-02

Liczba stron: 180

ISBN: 9788383357164


 

W cieniu gwiaździstego sztandaru – Zimowy Żołnierz recenzja komiksu

W cieniu gwiaździstego sztandaru – Zimowy Żołnierz recenzja komiksu

 

Scenarzysta: Ed Brubaker
Rysunki: Butch Guice, Michael Lark
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Seria: Marvel Classic
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 17 lipca 2024
Oprawa: twarda
Kategoria: Komiks / Thriller szpiegowski / Superhero noir


Zimny ogień w żyłach żołnierza

Nie ma już wojny. Nie ma frontu. Zostały tylko wspomnienia, zimne jak stal pistoletu i cienie tych, którzy nigdy nie powinni się obudzić.
James Bucky Barnes wraca – nie jako bohater w glorii zwycięstw, ale jako człowiek, którego historia przeżarła od środka. Superszpieg, duch dawnej epoki, ofiara i kat w jednej osobie.

Jego misja jest prosta tylko z pozoru: odnaleźć i zneutralizować uśpionych agentów Związku Sowieckiego, rozrzuconych po Stanach niczym bomby z opóźnionym zapłonem. To pozostałość po zimnej wojnie – ludzie-maszyny, których sam kiedyś wyszkolił, by nie mieli litości, by nie czuli nic.

Pierwszy trop prowadzi do Doktora Dooma, dyktatora o sercu z metalu i oczach pozbawionych człowieczeństwa. Ale Doom jest tylko początkiem. Bo prawdziwym przeciwnikiem Buckiego okazuje się przeszłość – ta, którą nosi w głowie, i ta, którą zostawił w oczach Czarnej Wdowy, kobiety, którą kochał i która zna jego każdy grzech.


Szpiegostwo, zdrada i cena, jaką płaci się za lojalność

Brubaker pisze jak Raymond Chandler, gdyby ten urodził się w epoce superżołnierzy.
Dialogi są krótkie, ostre, pełne napięcia, a każde zdanie zdaje się ciążyć jak nabój w komorze. Akcja rozwija się jak klasyczny thriller – tu nie ma miejsca na humor, na heroizm w czerwono-niebieskich barwach. Zamiast tego mamy brudny świat cieni, zimnej wojny, paranoi i kłamstwa, w którym granice dobra i zła są tak rozmyte, że nawet bohaterowie przestają wierzyć, po której stronie stoją.

W tej historii Kapitan Ameryka, Hawkeye i Wolverine nie są sojusznikami w blasku słońca, lecz duchami tego samego frontu. Każdy z nich niesie swój ciężar, każdy widział za dużo.
A gdzieś między nimi – Bucky, który próbuje jeszcze wierzyć, że jeden człowiek może naprawić świat, choć sam już dawno przestał być człowiekiem.


Cień i stal – wizualna siła Guice’a i Larka

Guice i Lark tworzą przestrzeń, w której światło i cień walczą o każdą stronę kadru. Ich kreska jest twarda, poszarpana, jakby rysowana nożem. Każdy kadr to osobny kadr filmowy – z lekkim ziarnem, chłodem i nastrojem rodem z „Trzech dni Kondora” lub „Szpiega, który przyszedł z zimnej”.
Brak tu kolorowego heroizmu – dominuje stal, granat, szarość i czerń. To świat zmęczonych ludzi, nie mitów.


Wydanie – ciężar i elegancja

Egmont po raz kolejny dowodzi, że seria Marvel Classic to nie tylko kolekcja, ale hołd. Twarda oprawa, kredowy papier, ogromny format – tom robi wrażenie samą obecnością. Każda strona pachnie drukiem i chłodem metalu, a ciężar albumu w dłoniach przypomina o ciężarze historii, którą niesie.
To wydanie, które nie tylko się czyta, ale przeżywa.


Ocena końcowa

Brubaker napisał opowieść o cieniu, który nauczył się nosić tarczę. To nie jest historia o bohaterstwie – to ballada o winie, o cenie lojalności i o tym, jak łatwo zamienić duszę w broń.

Kapitan Ameryka – Marvel Classic to mroczny poemat szpiegowski o ludziach, którzy nie potrafią już spać spokojnie.
Wciąga, hipnotyzuje, boli – i zostaje w głowie jak echo detonacji, która nigdy się nie kończy.

Ocena: 9/10 – ponury, dojrzały, pięknie narysowany thriller o przeszłości, która nigdy nie odpuszcza.

✍️ Łukasz Ulwar Szczygło

Potwór z Bagien – legenda, która wyrosła z błota i samotności

Potwór z Bagien – legenda, która wyrosła z błota i samotności

 

Autorzy: Len Wein (scenariusz), Bernie Wrightson (rysunki)
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data premiery: 25 września 2024
Oprawa: twarda
Liczba stron: 344
Kategoria: Komiks / Groza / Klasyka


Mit, który zakorzenił się w bagnie

Na długo przed erą Alana Moore’a i jego filozoficznej reinterpretacji istniał Potwór z Bagien – pierwotny, dziki i tragiczny. W wersji Lena Weina i Berniego Wrightsona to historia o bólu, utracie i samotności, która przeradza się w mit. Komiks pachnie mchem, deszczem i gnijącym drewnem południowych bagien Luizjany – miejscem, gdzie rodzą się duchy, a człowiek szybko traci swoje odbicie w wodzie.

To opowieść o naukowcu, który przez eksperyment i zdradę zostaje złączony z naturą. Jego ciało staje się ziemią, liśćmi i korzeniami, a serce – pniem, w którym tętni rozpacz. Nie ma w tym triumfu, jest tylko akceptacja potworności. Potwór z Bagien to Frankenstein Ameryki – istota, która nie prosiła o życie, ale dostała je z całą jego udręką.


Groza rysowana tuszem i cieniem

Rysunki Berniego Wrightsona są majstersztykiem grozy komiksowej. Każda plansza jest jak rycina z zapomnianego tomu gotyckich baśni: pełna cieni, faktur i organicznej plątaniny roślin. Wrightson tworzy światy, w których błoto oddycha, mech pulsuje, a noc zdaje się mieć własne oczy.

To horror czarno-biały w duszy, choć drukowany w barwach – subtelny, melancholijny i wypełniony bólem. Gdy Potwór wynurza się z bagna, czuć jego ciężar, słychać chlupot wody, niemal widać, jak soki roślinne zastępują krew. To rysunek, który nie ilustruje, lecz hipnotyzuje.


Opowieść o samotności i człowieczeństwie

Wein, podobnie jak Mary Shelley, pisze o odrzuceniu. Jego bohater nie jest monstrum, ale kimś, kto próbuje zrozumieć, kim jest – człowiekiem, rośliną czy snem natury. Każdy numer to połączenie grozy z refleksją: o tym, jak cienka jest granica między życiem a trwaniem, między człowiekiem a światem, który go pochłania.

Nie ma tu superbohaterstwa – jest melancholia, pustka i milczenie bagien. Potwór z Bagien nie ratuje świata. On po prostu w nim trwa. I właśnie w tym tkwi jego tragiczne piękno.


Wydanie, które zapiera dech

Egmont zrobił to, co należało – wydał klasykę w sposób godny jej legendy. Ogromny format przygniata już samym rozmiarem – to album, który czuć w dłoniach. Grube, kredowe strony pozwalają w pełni docenić kunszt Wrightsona – każdy detal, każde pociągnięcie tuszem, każdą smugę cienia. To wydanie, które wygląda i pachnie jak dzieło sztuki.

Na półce wyróżnia się natychmiast – monumentalny, ciężki, piękny. Można śmiało powiedzieć, że Potwór z Bagien w tej formie nie tylko się czyta, ale także kontempluje. To nie jest komiks, który się przegląda – to książka, którą się przeżywa wzrokiem i dotykiem.


Ocena końcowa

Potwór z Bagien to opowieść, która nie starzeje się ani o dzień. Nadal pachnie mokrą ziemią i brzmieniem błyskawic nad bagnami. To dzieło smutne, a jednocześnie piękne – klasyk, od którego zaczęła się nowoczesna komiksowa groza.

W połączeniu z perfekcyjnym wydaniem Egmontu otrzymujemy coś więcej niż album – relikwię komiksowego gotyku.

Ocena: 10/10 – arcydzieło, które rośnie z każdym czytaniem, i wydanie, które trzeba zobaczyć, by zrozumieć, czym jest komiksowa sztuka.

✍️ Łukasz Ulwar Szczygło

Danny Ketch: Ghost Rider – ogień, który pali duszę

Danny Ketch: Ghost Rider – ogień, który pali duszę


 


Autorzy: Howard Mackie (scenariusz), Javier Saltares & Mark Texeira (rysunki)

Seria: Ghost Rider
Wydawnictwo: Mucha Comics
Data wydania (PL): 8 sierpnia 2023
Kategoria: Komiks / Superhero / Groza


Narodziny nowego jeźdźca

Lata dziewięćdziesiąte w Marvelu to czas mrocznych antybohaterów – postaci, które bardziej niż ideały symbolizowały gniew i rozpacz. W takim klimacie pojawił się Danny Ketch, nowy Ghost Rider, następca Johnny’ego Blaze’a. Jego historia zaczyna się od tragedii: napaści gangu, w której ginie siostra, a on sam przypadkiem natrafia na motocykl ukryty na cmentarzu. Chwila kontaktu, iskra – i zwyczajny chłopak zamienia się w demona zemsty z płonącą czaszką.

Nie ma tu długiej inicjacji ani przygotowania – jest gniew, ból i ogień. To narodziny herosa, który od początku nie wie, czy jest bohaterem, czy potworem.


Miasto w ogniu

Atmosfera Ghost Ridera Mackiego i Saltaresa różni się od typowych komiksów Marvela. To nie jest jasny i kolorowy Nowy Jork Spider-Mana, lecz miasto nocne – duszne, cuchnące i niebezpieczne. Gangi, skorumpowani politycy i demony zza zasłony rzeczywistości mieszają się w mrocznym pejzażu, gdzie płomienie motoru Ghost Ridera oświetlają tylko fragmenty mroku.

Rysunki Javiera Saltaresa i zwłaszcza malarskie, ekspresyjne plansze Marka Texeiry sprawiają, że komiks do dziś wygląda świeżo. Texeira wprowadza niemal gotycki realizm: cienie, dym, pot, ogień – każdy kadr oddycha grozą. Ghost Rider w jego wizji to istota monumentalna, bardziej demon niż człowiek.


Bohater rozdarty

Najciekawszym elementem tej opowieści jest sam Danny. To nie twardziel ani wojownik – to młody chłopak, który nagle staje się gospodarzem dla siły, której nie rozumie. Jego walka toczy się na dwóch frontach: przeciw światu pełnemu zbrodni i przemocy oraz przeciw własnej naturze.

Czy Ghost Rider to wciąż Danny, czy już tylko duch zemsty? Czy walka o sprawiedliwość nie zamienia się tu w zwykłe palenie wszystkiego, co stanie na drodze? To pytania, które czynią tę serię czymś więcej niż prostą opowieścią superhero.


Dziedzictwo lat 90.

Danny Ketch: Ghost Rider był jednym z najgłośniejszych komiksów Marvela lat dziewięćdziesiątych – w Polsce znany m.in. z wydań TM-Semic, a w 2023 roku przypomniany przez Mucha Comics w eleganckim albumie. Dla wielu czytelników to powrót do czasów, gdy komiks superbohaterski balansował na granicy horroru, a antybohaterowie zyskiwali większą popularność niż klasyczni herosi.

Czy dziś historia nie trąci myszką? Może trochę – patos bywa przesadzony, a dialogi czasem brzmią jak relikt epoki. Ale klimat i siła wizualna pozostają niezapomniane.


Ocena końcowa

Danny Ketch: Ghost Rider to komiks, który do dziś pali się w pamięci. Mroczny, brutalny, gotycki w tonie – pokazuje, że Marvel potrafił w latach 90. tworzyć historie cięższe, bliższe horrorowi niż przygodzie. Dzięki Mucha Comics polscy czytelnicy mogą na nowo sięgnąć po tę klasykę.

Ocena: 9/10 – płonąca opowieść o gniewie i zemście, której moc nie zgasła mimo upływu dekad.

✍️ Łukasz Ulwar Szczygło

Ray Bradbury - 451° Fahrenheita - autoryzowana adaptacja Tima Hamiltona

Ray Bradbury - 451° Fahrenheita - autoryzowana adaptacja Tima Hamiltona


Wiedzieliście, że 451o Fahrenheita to w zaokrągleniu ok. 506o Kelwina, a to równa się, (również w zaokrągleniu) 232o Celsjusza? To temperatura bardzo zbliżona do tej, która panowała w Chorwacji podczas mojego w niej pobytu, kiedy to miałem okazję poczytać wznowienie powieści Raya Bradbury’ego z 1953 roku tym razem w adaptującej się do czasów obecnych wersji – komiksowej, bądź jak kto woli – powieści graficznej, nad którą pieczę sprawował Tim Hamilton. (W Chorwacji wtedy nie panowała oczywiście taka temperatura, ale w czasach, kiedy nawet na butelce domestosu trzeba pisać o tym, żeby go nie pić, powinienem wyraźnie zaznaczać sarkastyczne dygresje aby być lepiej zrozumianym).

Taka temperatura wystarczyłaby spokojnie do stopnienia np. cyny, ale możliwe, że tytuł powieści jest taki, a nie inny ze względu na fakt, iż w kontekście fabuły, 451o Fahrenheita uważane jest za najdokładniejszą temperaturę, w jakiej spala się… papier.

Nie wiem po co Wam ta wiedza, ale w kontekście świata przedstawionego przez Bradbury’ego, mogłaby Was kosztować nawet życie. W czasach, kiedy zawód strażaka nabrał zupełnie pejoratywnego znaczenia, w przypadku pożaru już nie dzwoni się do straży pożarnej, ponieważ to właśnie straż pożarna ów pożar wywołuje. W myśl twierdzenia: „mniej wiesz, lepiej śpisz” zdecydowanie łatwiej tobą rządzić. Dlatego specjalnie powołane do jednego zadania jednostki strażaków zaraz po otrzymaniu zgłoszenia prawdopodobnego popełnienia przestępstwa czytelniczego, jadą na miejsce zbrodni i łapiąc czytającego delikwenta na gorącym (o ironio!) uczynku, palą jego literacki dobytek, nierzadko razem z nim samym. Jednym z takich oprawców jest główny bohater powieści – Guy Montag, który na zaledwie 160 kartach tej autoryzowanej adaptacji dokonuje swojej przemiany. Po krótkim i zupełnie przypadkowym spotkaniu z tajemniczą Klarisą, zaczyna zadawać pytania, które dotychczas raczej go nie dręczyły. Odpowiedzi na wiele z nich wydają się być zakopane w surowo zakazanych w tym dystopijnym świecie książkach…

Słowa niejakiego Beatty’ego w momencie, w którym odwiedza rzekomo chorego Montaga w jego domu i zdradza tajemnice źródła ich strażackiego obowiązku powinny być cytowane w jakimś jednym wybranym dniu w roku, z którego uczynimy święto 451o Fahrenheita.

„Niegdyś książki przemawiały do niewielu ludzi, rozproszonych tu i ówdzie. Mogli sobie pozwolić na odrębność. Świat był obszerny. Ale potem świat stał się pełen oczu, łokci i ust. Poczwórny wzrost zaludnienia. Filmy, audycje radiowe, czasopisma i książki zniżyły się do poziomu jakiegoś normatywu na proszek puddingowy. Wyobraź sobie, że wyświetlasz film. Człowiek XIX stulecia ze swymi końmi, psami, powozami, powolnym tempem. Potem w dwudziestym stuleciu nastaw aparat na szybsze tempo. Książki się skraca. Streszczenia. Wszystko zmierza do błyskawicznego zakończenia. Klasyki obcina się, by tekst zmieścił się na szpalcie, której przeczytanie zajmuje dwie minuty. Polityka? Jedna szpalta, dwa zdania. Więcej sportu dla każdego, więcej zespołowego ducha, radości, a człowiek nie potrzebuje myśleć, co? Umysł chłonie coraz mniej. Weźmy teraz mniejszości w naszej cywilizacji. Uważaj, żebyś nie dotknął czymś sympatyków psów, kotów, doktorów, mormonów, Szwedów, brooklińczyków, mieszkańców Meksyku. Pisarze przestali pisać. Czasopisma stały się przyjemną mieszanką waniliowej tapioki. Książki, jak mówili ci cholerni snobistyczni krytycy, były jak brudne mydliny. Nic dziwnego, że nikt nie chciał kupować książek. Publiczność wiedząc, czego jej potrzeba pozwoliła przeżyć tylko książkom z komiksami”

Czy te słowa nie są tak bardzo aktualne w XXI wieku? Chcemy wszystko na teraz, wszystko szybko. Po co czytać książkę grubą na 600 stron, skoro można przeczytać jej kilkunastostronicowe streszczenie? Po co czytać kilkunastostronicowe streszczenie, skoro można obejrzeć film na jej podstawie? Po co oglądać film na podstawie książki, skoro można w ogóle z tym tematem nie obcować? Przecież jest tyle śmiesznych filmików na TikToku, tyle fajnych fotek na Instagramie, tyle przyjemnych gier na telefonie. Sami dajemy się programować nie będąc nawet tego świadomi. Za garstkę frajdy oddajemy swoją wolność, a na każde odmienne od naszego zdanie na konkretny temat reagujemy gniewem albo obrażamy się.

Niestety próby dotarcia do grona odbiorców w obecnych czasach możliwe są tylko poprzez wykorzystanie aktualnych narzędzi, dlatego Tim Hamilton, aby przesunąć ciut wprzód na skali czasu moment zapomnienia o takiej ikonie jak 451o Fahrenheita, stworzył jej skondensowaną komiksową adaptację. Poza arcyważnym przesłaniem Bradbury’ego, doświadczamy na kartach powieści kontrastującej ze sobą komiksowej kreski. 95% komiksu to czerń, granat, ciemna zieleń, szarość  kolory raczej kojarzone z kolejnymi odsłonami człowieka nietoperza z uniwersum DCcomics, postaci tajemnicze, często kryjące się za cieniem lub ścianą deszczu. Ciemno, buro i ponuro. 5% wypełnia jasność trzaskającego po okładkach ognia. Ten mieni się w oczach czerwienią, żółcią i pomarańczą, a strony, na których ów żywioł się maluje, aż biją po oczach, wściekle rażąc czytelnika. Czy ten kontrast również nie jest symboliczny? Wszak codziennie czy chcemy czy nie chcemy, karmimy swoje mózgi niebieskim światłem monitorów. Jak często cieszymy się padającym szarym deszczem, pozwalając, ażeby przeniknął nas, dając się doświadczyć każdym naszym zmysłem, zamiast ślepo gapić się w błyszczące, strzelające światłem ekrany komórek, robiące powolutku z naszych mózgów papki?


451o Fahrenheita ukazuje świat, tak bardzo bliski, w którym może nam się wydawać, że oszukaliśmy system, ale podobnie jak w Orwellowskim 84’ system wiedział o naszych niecnych chytrych zamiarach na chwilę przed tym, jak w ogóle ów zamiary w formie niesprecyzowanych planów zakiełkowały nam w głowach.

Z innej strony powieść ukazuje książki, jako pryzmat, przez który świat można zobaczyć albo pięknym, fantastycznym albo nagim, rzeczywistym. Różnica pomiędzy słowem pisanym, a całą tą technologią polega na tym, że uzbrojeni w wiedzę zaczerpniętą z książek to my sami dokonujemy wyborów w jakim świetle ten świat chcemy oglądać. Technologia, choć niekiedy bardzo pomocna, narzuca nam tylko jedną perspektywę.

W przyszłości widzę świat podobny do tego Bradbury’owskiego. Ale bez strażaków. Nie będzie trzeba palić książek, ponieważ ludzkość sama dobrowolnie odrzuci słowo, a już teraz drastycznie zauważalna wszechogarniająca głupota większości doprowadzi nas wszystkich do bezwarunkowego ubezwłasnowolnienia. I tu nawet nie pomoże żadna światowa Klarysa. Mamy oczy zbyt mocno zamknięte.

*cytat pochodzi w całości z recenzowanej przeze mnie autoryzowanej przez Raya Bradbury'ego adaptacji Tima Hamiltona pt. 451 stopni Fahrenheita wydanej przez Dom Wydawniczy Rebis

AUTOR: Ray Bradbury, Tim Hamilton

TYTUŁ: 451° Fahrenheita autoryzowana adaptacja

GATUNEK: komiks

DATA WYDANIA: 03.06.2025r

LICZBA STRON: 160

WYDAWNICTWO: Rebis

ISBN: 9788383383613

OCENA: 🌟🌟🌟🌟🌟🌟🌟🌟🌟🌟 (10/10)

PoważnieNiepoważny

451 stopni Fahrenheita - Tim Hamilton, Ray Bradbury

451 stopni Fahrenheita - Tim Hamilton, Ray Bradbury

 

Przyjemnie było palić. Szczególną przyjemność sprawiało patrzenie, jak ogień pożera wszystko, jak wszystko czernieje i się zmienia.
Totalitarne państwo, w którym żyje Guy Montag, nie znosi niezależności i swobody myślenia, a on robi wszystko, by jego bezwzględna machina działała sprawnie. W tym absurdalnym świecie straż pożarna nie gasi pożarów, lecz je wznieca, a Montag z pasją oddaje się niszczeniu największego zagrożenia dla opresyjnego systemu – książek. Pewnego dnia jednak w tej doskonałej maszynie coś się zacina...
Tim Hamilton po mistrzowsku odmalował dystopijną przyszłość z powieści Raya Bradbury’ego i w zniewalający sposób ukazał przebudzenie głównego bohatera z bezrefleksyjnego życia ku wolności, jaką dają filozofia i literatura.





„451 stopni Fahrenheita” w adaptacji graficznej autorstwa Tima Hamiltona to świeże spojrzenie na klasyczną dystopię Raya Bradbury’ego, które doskonale łączy słowo pisane z wizualną ekspresją. Już od pierwszych stron komiks wciąga w ponury świat, gdzie książki zostały zakazane, a strażacy zamiast ratować przed pożarem, z pełnym zaangażowaniem podpalają wszystko, co może zagrozić reżimowi. Ta przewrotna i zarazem niepokojąca rzeczywistość sprawia, że odbiorca od razu odczuwa ciężar i absurd systemu, w którym żyje główny bohater – Guy Montag.

Postać Montaga została przedstawiona w sposób szczególnie udany – to człowiek, który do niedawna wiernie służył totalitarnemu państwu, ale stopniowo zaczyna kwestionować sens swojego działania. Hamilton w swoich ilustracjach znakomicie pokazuje tę wewnętrzną przemianę, gdzie bezrefleksyjne wykonywanie rozkazów ustępuje miejsca refleksji, buncie i pragnieniu wolności. Komiks potrafi w subtelny sposób oddać emocje i rozterki bohatera, co dla czytelnika stanowi dodatkowy wymiar poznawczy i emocjonalny.

Wizualna warstwa „451 stopni Fahrenheita” jest mocnym atutem tego wydania. Dominują tu zimne barwy, czerń, szarość, przebijające się czerwienie i odcienie miedzi, które znakomicie budują atmosferę nieustannej kontroli, ucisku i zagrożenia. Przerysowanie świata totalitarnego, choć widoczne, nie razi – przeciwnie, potęguje poczucie klaustrofobii i beznadziei. Dzięki temu czytelnik jeszcze silniej odczuwa dramatyzm sytuacji, a graficzne rozwiązania podkreślają brutalność i bezwzględność systemu.

Ciekawym elementem są także przemyślane wizualizacje monologów wewnętrznych Montaga, które przełamują szarość codzienności i dają wgląd w jego przemianę duchową. To właśnie te chwile, pełne zadumy i niepewności, nadają opowieści dodatkową głębię i sprawiają, że komiks staje się nie tylko obrazem dystopii, ale także uniwersalną historią o poszukiwaniu siebie i wolności.

Adaptacje literackie w formie komiksu często budzą wątpliwości co do pełnego oddania oryginalnej treści, jednak Hamilton podołał temu wyzwaniu. Choć niektóre elementy fabuły odbierane są inaczej niż w wersji książkowej, nie zaburza to kluczowego przekazu powieści Bradbury’ego. Wręcz przeciwnie – graficzna forma nadaje opowieści nową świeżość i pozwala dotrzeć do szerszego grona odbiorców, w tym tych, którzy mogą być mniej skłonni do sięgnięcia po literacki pierwowzór.

Warto podkreślić, że „451 stopni Fahrenheita” to nie tylko wizualna uczta, ale także intelektualne wyzwanie. Historia o walce z cenzurą, kontroli umysłów i konieczności buntu wobec totalitaryzmu pozostaje aktualna, niezależnie od formy przekazu. Komiks zmusza do refleksji nad wartością wolności słowa, indywidualizmu i potrzeby niezależnego myślenia.

Podsumowując, adaptacja Tima Hamiltona to udane połączenie literatury i sztuki graficznej, które nie tylko oddaje hołd oryginałowi, ale także wzbogaca go o nowe emocje i doświadczenia. „451 stopni Fahrenheita” w tej wersji to doskonała lektura dla fanów dystopii, ale też dla tych, którzy cenią sobie historie o przemianie i poszukiwaniu prawdy w świecie pełnym manipulacji. To pozycja, która skłania do myślenia i pozostaje w pamięci na długo po zakończeniu czytania.


 Recenzja napisana przez: Gosia Celińska

Moja ocena: 9/10

 

Wydawnictwo: Rebis

Komiksy

Tytuł oryginału: Ray Bradbury's "Fahrenheit 451": The Authorized Adaptation by Tim Hamilton with an introduction by Ray Bradbury

Data wydania: 2025-06-03

Liczba stron: 160

ISBN: 9788383383613

 

Frederic Brremaud - TYGRYS. LOVE

Frederic Brremaud - TYGRYS. LOVE



"LOVE. Tygrys" francuskiego duetu Frédéric'aBrrémaud'a (scenariusz) oraz Federico Bertolucci (ilustracje) to pierwszy wydany komiks z serii LOVE, którego akcja rozgrywa się w naturalnym środowisku bez obecności i interwencji człowieka/ To powieść pozbawiona słów, gdzie siłą napędową są obrazy.

Historia jest zapisem jednego dnia tygrysa, który musi walczyć o przetrwanie. Z jednej strony wzbudza strach, natomiast tak samo jak inne zwierzęta musi pokonywać przeszkody jakie niesie ze sobą nie tylko dzika przyroda ale również cykl życia. Razem z nim przedzieramy się przez dżunglę, widzimy to jak tropi, goni a następnie poluje na zwierzynę by w końcu ją zjeść. Na swojej drodze spotyka pantery, tapiry, słonie.... posilił się, nadal jest głodny, dlatego tropi dalej. Na swojej drodze spotyka przeróżne zwierzęta, bardziej i mniej groźne aż w końcu trafia na posiłek godny króla, który daje mu upragnione nasycenie.

Narracja powieści została poprowadzona przy pomocy obrazów w których sporo baśniowości oraz magii ale i coś z realizmu. Wyraźnie widać, że wszystkie zostały dopracowane i starannie wykonane, dzięki czemu można poczuć się jakby rzeczywiście przedzierać się przez dżunglę. Można zauważyć ale i poczuć emocje, które tlą się w każdym ze zwierząt - ich skupienie, spokój, przerażenie, strach, agresję, tak jakby mówiły ludzkim głosem. Widać i czuć, że autorzy powieści poświęcili sporo czasu na przygotowania i pracy do albumy a także bliskość z naturą, to, że na sercu leży im jej dobro i chcieliby to propagować w nienachalny a lekki i przyjemny sposób.





Niektóre sceny mogą przypominać sceny z "Księgi Dżungli" lub "Króla Lwa" - znajdziemy tutaj cykl życia, śmierci, narodzin. Niby zwierzęca baśń, może thriller a nawet horror ale nie do końca... jednocześnie mocno okrojony dokument przyrodniczy o konkretnym gatunku oraz łańcuchu pokarmowym. To naprawdę ciekawy album, który może zainteresować a także zachęcić do tego by przyjrzeć się naturze, jej potrzebom, tym jak wygląda i co się z nią dzieje a także zatroszczyć się o jej los. Co ciekawe treść daje możliwość dopatrzenia się pewnych powiązań do nas ludzi i naszego życie a samo zakończenie nie jest aż takie oczywiste jak może się wydawać, jednak jakie są to nawiązania to już nasza słodka tajemnica.

Tytuł: TYGRYS. LOVE

Scenarzysta:FredericBrremaud

Wydawnictwo:ScreamComics

Wydawca:Sceram

Liczba stron:80

Oprawa:twarda

Druk:kolor

ISBN-13:9788366291706

Data wydania:5 marzec 2021

Plansze: http://www.magnetic-press.com/love/

#komiks

Beata Jabłońska

Joris Chamblain i Aurélie Neyret - Pamiętniki Wisienki. Skamieniałe zoo / Księga Hektora / Ostatni z pięciu skarbów / Bogini bez oblicza

 



"Pamiętniki Wisienki" to francuska seria komiksów JorisChamblain z ilustracjami AurélieNeyret w Polsce wydawana [rzez Egmont. Fabuła wydanych do tej pory czterech tomów opisuje przygody tytułowej Wisienki, która kocha czytać i obserwować ludzi a w przyszłości pragnie zostać pisarką. Mama wspiera córkę w realizacji tego marzenia i pewnego dnia daje jej pamiętnik w którym ta zapisuje swoje spostrzeżenia odnośnie ludzi. W pierwszym tomie "Skamieniałe zoo" w tracie takich obserwacji zauważa tajemniczego staruszka z farbami, którego nazywają Pan Tajemnica. W drugim tomie "Księga Hektora" staruszkę która w każdy wtorek wybiera się do biblioteki oddając i wypożyczając tę samą książkę, trzecim "Ostatni z pięciu skarbów" razem z przyjaciółkami poznaje introligatorkę - Sandrę, która wydaje się mieć problemy z pamięcią a do tego bardzo nie lubi Świąt Bożego Narodzenia, natomiast "Bogini bez oblicza" zgłębia zagadkę tajemniczego portretu tytułowej bogini, który dziewczynka znalazła w trakcie rozwiązywania zagadek w Dworze Stu Tajemnic.



Każda część komiksu to kolejna przygoda Wisienki - zagadka, tajemnica i sprawa do rozwiązania. Dziewczynka będąc ciekawą świata niemal na siłę wypatruje kolejnych śledztw i spraw, którymi mogłaby się zająć, nie jednokrotnie oszukując i krzywdząc bliskie jej osoby. Na samym początku nie zauważa, że jej postępowanie i ślepa pogoń za marzeniami oraz przygodami rani ludzi z jej otoczenia, jednak kolejne wydarzenia sprawiają, że w końcu potrafi dostrzec swój błąd i z każdej sprawy wyciągnąć naukę a także cenną lekcję życia.



Fabuła komiksów nie jest skomplikowana - wyraźnie widać, że są to komiksy skierowane do młodszego czytelnika. Jednak nie oznacza to, że jest nudno. W każdym tomie nie zabraknie tajemnic, zagadek, zbiegów okoliczności i zaskoczeń - wiadomo, że ze względu na wiek młodego odbiorcy jak i specyfikę gatunku, dla dorosłego nie okażą się wielkie ale to nie jest jednoznaczne z faktem, że i starszym całość nie może się spodobać.



Jest lekko, przyjemnie, nieskomplikowanie ale i nie nudno a każdy tom roztacza wokół siebie przyjemne ciepło. Głównym wątkiem są tutaj przygody, zagadki i tajemnice, przeplatane przyjaźnią, rodzinną więzią a także cennymi wartościami i lekcjami z życia. O przyjaźni, rodzinie, marzeniach - tym, że warto marzyć i dążyć do ich spełnienia. Błędach, które popełniamy, jak łatwo skrzywdzić człowieka. Bolesnej przeszłości i tym jak wpływa na człowieka a także jego przyszłość - tym jak czasem trudno zapomnieć i przebaczyć. Zrozumieć i uszanować. Wszystko

w formie jest detektywistycznej zagadki okraszane pięknym wydaniem i ciepłymi - dziewczęcym ilustracjami. To wszystko może zainteresować i spodobać się nie tylko dziecku ale również ich mamom.



Seria "Pamiętniki Wisienki" w 2014 roku zdobyła Nagrodę Młodzieży na Międzynarodowym Festiwalu Komiksów w Angouleme, natomiast w Polsce decyzją Kapituły organizowanego przez Komitet Ochrony Praw Dziecka konkursu Świat Przyjazny Dziecku, jedną z nagród głównych.

Polecamy.

Beata Jabłońska

#komiks#dladzieci

 


Tytuł: Pamiętniki Wisienki. Skamieniałe zoo / Księga Hektora / Ostatni z pięciu skarbów / Bogini bez oblicza

AutorJorisChamblain,

Ilustracje:AurélieNeyret

Tłumaczenie Marek Puszczewicz

 CyklPamiętniki Wisienki (tom 1)   

Wydawnictwo:Egmont Polska

ISBN 9788328197596 / 9788328197602 / 9788328197619 / 9788328197626

Stron: każdy po 80

Okładki: twarde

Isabelle Bottier i Damien Callixte - Agatha Christie. Herkules Poirot. Śmierć na Nilu


Z okazji 100-stnej rocznicy powieści Agathy Christie, wydawnictwo Egmont zdecydowało się przełożyć i wydać w Polsce cykl komiksów będących adaptacją książek Królowej Kryminału. Do tej pory ukazało się siedem zeszytów, które możecie zobaczyć TUTAJ. Jednym z takich tytułów jest "Śmierć Nilu".

Fabuła skupia się na tej samej historii: chcąc odpocząć od codziennych obowiązków postanawia wyjechać do Egiptu. Jako środek transportu wybiera ekskluzywny statek wycieczkowy "Karanak", który ma płynąć po Nilu. Traf chciał, że w trakcie rejsu dochodzi do zagadkowego morderstwa, którego ofiarą pada bogata Amerykanka – LinnetRidgeway. Słynny Belg postanawia odkryć czyja to sprawka i który z pasażerów miał najlepszy motyw, aby ukrócić jej życie?

Na potrzeby gatunku autorzy albumu wybrali z powieści jej najważniejsze wątki oraz motywy, jednocześnie starając się zachować charakterystyczny dla kryminałów klimat. Podobnie jest z bohaterami - ich sylwetki są proste i schematyczne, jednak wystarczające aby poznać ich charakter (jednakże nikt nie zagłębia się w ich psychikę), jednakże zrezygnowano z mocniejszego nakreślenia relacji między nimi. Jednak nie jest to jednoznaczne z brakiem przyjemności czerpanej z czytania... wręcz przeciwnie - z powyższym komiksem można miło spędzić czas.

Za oprawę graficzną komiksu odpowiadają: DamienCallixte (rysunki) oraz FabienAlquier (kolory. Kreska jest raczej spokojna, choć pojawia się wiele elementów dynamicznych, z kolory barwy są kolory są dynamiczne (tło,, natura, czy widoki Egiptu są ładne i przyjemne). Jest estetycznie.

Wiadomo, że książki nic nie zastąpi, gdyż posiada ona odmiennyklimat, ponadto ze względu na szersze i dokładniejsze rozwiązanie zbrodni jak również dochodzenia śledztwa, wzbudza większe emocje (zagadki, tajemnice to powoduje napięcie, niepewność, dreszcz przygody i ewentualną satysfakcję z wcześniejszego rozwiązania sprawy), jednak i tutaj czuć, że mamy do czynienia z kryminałem. Komiks może okazać się ciekawą przygodą, która wciąga, natomiast dla tych, którzy lubią i zbierają literaturę Pani Agathy Christie ciekawym uzupełnienie kolekcji.

 Beata Jabłońska

 

Tytuł: Agatha Christie. Herkules Poirot. Śmierć na Nilu

Scenariusz:IsabelleBottier

Rysunki:DamienCallixte

Kolory:DamienCallixte

Seria:100 lat powieści Agathy Christie, Herkules Poirot,

Wydawca:Egmont Polska, Egmont

Data wydania: 30 września 2019

Kraj wydania:Polska

Autor okładki:DamienCallixte

Tłumaczenie: Paweł Łapiński

Liczba stron: 64

Oprawa: miękka

Papier: kredowy

Druk: kolorowy

ISBN: 9788328158467

Cena: 34,99 zł

Kraj wydania oryginału: Francja

Marcin Cieśla - Tamten świat

 

Zdecydowanie nie identyfikuję się z tymi, którzy w komiksie szukają jedynie pretekstu do niewymagającego odmóżdżenia. Wręcz przeciwnie – komiks lub powieść graficzna, po którą sięgam, zwyczajnie musi mieć w sobie ten wyjątkowo przyciągający czynnik sprawiający, iż na tle wielu tematycznie podobnych do siebie historii zaintryguje on mnie do tego stopnia, aby spędzić z nim ekscytujące i pełne wrażeń popołudnie. Ciekawa kreska to jedynie walor estetyczny, który nie jest w stanie zaważyć nad moim wyborem. Chodzi mi przede wszystkim o umiejętność autora do zbudowania takiego plotu, który swoją obrazową wymową jedynie podkreśli wagę opisywanej historii i być może nada jej unikalnego klimatu, jakiego nie zaznam podczas wertowania powieści napisanych prozą. Niedawno zdarzyło mi się również napotkać niestety komiks, który całkowicie zaprzeczył wszelkim stawianym mu przeze mnie uprzednio oczekiwaniom, finalnie okazawszy się dziełem niemal wyjętym ze wszelkich stereotypów tego gatunku – odzwierciedlającym nieprzychylną tezę, iż komiksy same w sobie nie wnoszą do życia i przemyśleń czytelnika więcej od tradycyjnie wydanych powieści. Tytuł, o którym mówię jest literackim debiutem całkiem interesująco zapowiadającego się polskiego autora Marcina Cieśli, lecz jednocześnie nie mogę stuprocentowo stwierdzić, że po zapoznaniu się z jego nowo wydaną historią, czuję się równocześnie zachęcona i zniecierpliwiona do poznania nadchodzących elementów jego twórczości.



,,Tamten świat’’ zapowiadał się zaskakująco obiecująco – jego wizjonerska, niebanalna fabuła, pomimo po wstępnym rozpoznaniu, dosyć nieskomplikowanego zarysu historii oraz młodych wiekiem bohaterów, co wskazuje jednogłośnie na dzieło z półki skierowanej przede wszystkim w stronę młodzieży, przekonała mnie do siebie do tego stopnia, iż dyskretnie przymknęłam oko na wspomniany fakt kategorii wiekowej, za którą szczerze nie przepadam. Obdarzyłam go kredytem zaufania i, jak się okazało, moje niezbyt wygórowane i raczej statyczne niż górnolotne oczekiwania co do tego tytułu jak najbardziej spotkały się z zastałą przeze mnie rzeczywistością.



Osobliwa towarzyszka

Co by przybliżyć motyw historii stworzonej przez Marcina Cieślę… Główną bohaterką jego debiutanckiego komiksu jest postać odzwierciedlająca dzisiejszą ,,typową nastolatkę’’. I choć na samo brzmienie tego niebywale stereotypowego wyrażenia czuję się niekomfortowo i z jednej strony ganię się za to, iż używam tego sformułowania w swoim własnym tekście, należy przyznać, iż określenia tego nie jestem w stanie zastąpić niczym bardziej adekwatnym do roli tej bohaterki po zapoznaniu się z rozwojem jej nadzwyczaj bladej postaci. Taya jest zupełnie przeciętną, dorastającą dziewczyną zamieszkującą USA. Uczęszcza do szkoły średniej, a sfera jej zainteresowań jest dla nas stanowczo zbyt zaciemnioną zagadką, poza tym, iż większą część wolnego czasu zamiast na poświęcaniu go swojej najbliższej przyjaciółce Aris, całymi dniami wertując świat mediów społecznościowych, woli kierunkować ku skrupulatnej nauce i przygotowywaniu się do szkolnych zajęć. Jej niczym niezmąconą rzeczywistość przebija jednak niecodzienne spotkanie, które zdezorientowanej wówczas dziewczynie zapada w pamięć. Pewnego wieczoru w drodze do domu Taya przypadkowo wpada na stojącą na chodniku dziewczynkę, lecz nieznajoma od początku wydaje się jej niezwykle tajemnicza. Dziecko nie reaguje na jej pytania, zachowuje się niezrozumiale, nawet i nieco dziwacznie, a jedyne słowa jakie wypowiada w stronę Tayi brzmią: ,,Czy pamiętasz jak odeszłam?’’ Przerażoną po tym niecodziennym wydarzeniu Tayę prześladują nieznane, enigmatyczne postacie, które dostrzega jedynie ona. W efekcie spotkania z małą dziewczynką, dziewczyna ląduje na miejskim cmentarzu, gdzie znajduje swoje nazwisko wyryte na jednym z nagrobków. Co ciekawe – z datą śmierci przypadającą na kilka dni w przód. Rozpoczyna to jej walkę z przeznaczeniem i nieuchronną konfrontację z demonami przeszłości, które wykorzystując jej dziecięcą niewinność, wrażliwość, przerażenie i zmieszanie, próbują jej kosztem przeniknąć z powrotem do świata żywych.



Dobry początek... ale nic poza tym?

Zarys fabularny komiksu Marcina Cieśli wskazuje na oryginalną i nietuzinkową koncepcję historii, od której zapewne w szczególności młody czytelnik nie będzie w stanie się oderwać. Częściowo jestem w stanie przyznać rację temu założeniu, choć jedynie w teorii dotyczącej niewiele więcej niż sam początek książki. Pierwszą połowę komiksu pochłania się zaskakująco szybko, a cała historia zdaje się być prowadzona z pomysłem, logiką i sensem. Nie jestem jednak w stanie wychwycić momentu, w którym pojawia się jej pierwszy zgrzyt, gdyż negatywów i niemałych błędów jakie pojawiają się na przestrzeni ,,Tamtego świata’’ jest najzwyczajniej zdecydowanie zbyt dużo. Mój największy zarzut, który niemal od razu wzbudził niesmak, odnosi się do samego języka, jakiego i tak w dosyć ubogim natężeniu używa autor. Nie przeczę, iż książka z myślą o młodzieży powinna wybrzmiewać nieco mniej wysublimowanie i skomplikowanie od tradycyjnej powieści dla dorosłego, jednak słownik Cieśli jest nadzwyczaj infantylny i najwyraźniej oderwany od prawdziwego życia, mimo iż mamy tu do czynienia z elementami fantastyki. Wyraźnie odznacza się tutaj przede wszystkim brak znajomości współczesnego slangu czy też przykładowych wypowiedzi, jakie wymieniają między sobą w dzisiejszym świecie nastolatki, przez co nieprzerwanie obserwując ich zachowania względem siebie towarzyszyło mi niemałe uczucie zażenowania i przeświadczenie, iż to co czytam nijak ma się do rzeczywistości jaką znam. Lecz pomijając już same sformułowania, jakich używają bohaterowie – oni sami również nie skradli moich serc. Są to postaci gdzieś już widziane, nieposiadające odznaczających się znaków szczególnych, uwierające brakiem szczerości, naturalności i zwyczajnego zainteresowania ich poczynaniami. Na przestrzeni tej historii nie dowiadujemy się o nich więcej niż za pośrednictwem krótkiego wprowadzenia do ich charakterów, im dalej wgłębiamy się w postęp fabularny ,,Tamtego świata’’ - nie widać nawet i ich szczątkowej ewaluacji. Są to postaci, które z pewnością szybko wyparują z pamięci, co biorąc pod uwagę fakt, iż mogłyby one stanowić idealną inspirację dla dorastającego czytelnika, w tym kontekście odbiera utworowi uroku, który mógłby dodać mu choć szczątkowej ciekawości.



Cieniutka dawka cienizny

,,Tamten świat’’ to niezwykle mało wymagająca pozycja, dla czytelnika, który faktycznie nie potrzebuje od komiksu nie wiadomo jak tętniącej akcji. Jej tempo zwalnia niestety niemalże wraz z momentem wejścia w środkową sekwencję historii, przez co całkowicie tracimy chęć na dalsze podążanie za główną bohaterką. Podejrzane postaci, jakie śledzą ją i obserwują po spotkaniu z tajemniczą dziewczynką nie są finalnie ani interesujące, ani w żaden angażujący sposób nie wpływają na fabułę książki. Zbyt częste zwroty do samej siebie sprawiają, iż komiks czyta się w nieco prześmiewczym tonie i czuć jakby był on skierowany do dużo młodszego niż nastolatek czytelnika. Jestem bardzo zawiedziona stroną, którą na jego finał ostatecznie wybrał Marcin Cieśla. Z tej bazy mogła powstać naprawdę wciągająca opowieść w klimacie młodzieżowego thrillera, jednak temu tytułowi zdecydowanie daleko do tego miana. Ostatecznie otrzymujemy w końcu jakby niedokończoną, przerwaną niemal w kulminacyjnym punkcie krótką powiastkę, która z pewnością nie zostanie w głowie dłużej niż na kilka dni po jej przewertowaniu.



Brak wyrazu z obrazu

Podsumowując powieść wydaną w formie komiksu warto również odnieść się tutaj do samego jej wyglądu od wewnątrz – kreska jest ciekawa, tonacja utrzymana w barwach monochromatycznych, lecz odznacza się w niej całkowity brak zwrócenia uwagi na detale, czy tak ważną dla gatunku ekspresję na twarzach bohaterów. W najważniejszych dla czytelnika momentach, w których to rozpoznaje on głównodowodzące emocje jakie kierują ich działaniami lub w scenach, od których oczekiwalibyśmy nieco więcej akcji, poruszenia i widocznej na papierze tętniącej życiem prędkości, ich twarze stają się nagle pustymi owalami lub zbyt mało w nich skupienia na zgodności z tekstem. Dla mało wymagającego czytelnika nie będzie to z pewnością problem, lecz mnie osobiście mocno dotknął fakt, iż to, o czym czytam, często w żaden racjonalny sposób nie łączy się z tym, co dostrzegam na obrazku, przez co odczucia emocjonalne towarzyszące mi podczas lektury nie znalazły swojego ujścia, a ja sama czułam się wyjałowiona z wszelkich przemyśleń i najzwyczajniej znudzona przebiegiem tej historii, nie dostrzegając odzwierciedlenia jej przekazu w warstwie wizualnej.



Ni to fantastyka, ni to mroczny kryminał. Finał tej historii pozostawia wiele do życzenia, a całe dojście do tego momentu to powielony stek schematów i nietrudnych do przewidzenia zabiegów literackich, które na pewno widzieliście już w wielu tego typu historiach. Nie znalazłam w niej nic zaskakującego na tyle, aby z powrotem sięgnąć chociażby po jej kontynuację. Dla kogo więc jest ten ubogi w treść, niedługi, powstały na kanwie pewnego nietuzinkowego pomysłu, jednak finalnie okraszony nieco dziecinnym i pozbawionym świeżości zakończeniem komiks? Z pewnością nadaje się on dla czytelnika w przedziale wiekowym 10-12 lat, szczególnie dla tych młodych osób, które w tego typu literaturę zagłębiają się dla czystej, niekiedy odmóżdżającej i mało inteligentnej rozrywki. Niestety, nie pokuszę się o stwierdzenie, iż nawet uogólniając czytelników w tym przedziale do jednej grupy, jestem w stanie ten tytuł polecić z obietnicą niezapomnianych wrażeń. To książka, po której nie należy spodziewać się fajerwerków i bez wątpienia pozostawi w Was niewiele ponad rozczarowanie z nutą prześmiewczego uśmiechu. Zbyt mało w niej akcji, zbyt mało w niej sensu.



Mary Kosiarz





Tytuł: Tamten świat

Autor: Marcin Cieśla

Ilość stron: 160

Data wydania: 15.01.2021

ISBN: 9788382190922

Kategoria: komiks, literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Novae Res