Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Uroboros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Uroboros. Pokaż wszystkie posty

Sarah J. Maas - Dwór srebrnych płomieni. Część pierwsza


Historia wydania Dworu srebrnych płomieni Sary J. Maas odbiła się szerokim echem w całym czytelniczym półświatku jeszcze zanim książka trafiła na półki księgarni. Niestety, po ostatecznych zapowiedziach wydawnictwa emocje rozczarowanych czytelników dosłownie eksplodowały, a powodów do tego było wiele. Po pierwsze polskie wydanie zostało podzielone na dwie części. Po drugie, chociaż obie części znacząco różnią się liczbą stron (pierwsza część ma ich 640, a druga zaledwie 304 czyli mniej niż połowa pierwszego tomu) to ich cena okładkowa różni się o zaledwie 5zł. Trzecim powodem długiej dyskusji były okładki, bo chociaż są one powiązane z fabułą, to trzeba przyznać, że nijak nie pasują do poprzednich tomów. Różnią się kolorem (są szare), układem no i rzecz jasna ilustracją. Wydawnictwo wybór okładki uzasadnia decyzją autorki, ale jednak faktem jest, że w wielu innych krajach zdecydowano się na zmianę tak aby kolejny tom pasował wizualnie do części dotychczas wydanych. Jednak żadna z tych trzech decyzji nie zaskoczyła mnie tak jak ta czwarta - tłumaczeniem Dworu srebrnych płomieni zajmowało się aż pięciu tłumaczy. W dodatku trzech tłumaczy zajmowało się pierwszą częścią, a dwoje zupełnie innych drugą. Tego jeszcze moje oczy nie widziały i chociażby z tych przyczyn po prostu musiałam sięgnąć po te książki. Umierałam z ciekawości jak pięciu tłumaczy może zajmować się przekładem w sumie jednej książki (bo przecież w oryginale jest to jeden tom)! Oczywiście, nie będę też oszukiwać - historia opisana w poprzednich tomach mnie wciągnęła, więc kolejnym powodem była zwyczajna ciekawość co dalej się wydarzy.



W Dworze srebrnych płomieni główną bohaterką jest NestaArcheron. Najstarsza siostra Feyry nie może się pozbierać po wydarzeniach opisanych w Dworze skrzydeł i zguby. Podczas gdy Elaina wydaje się pogodzona ze swoim losem, Nesta zagłusza swoje emocje morzem alkoholu i przypadkowymi seksualnymi przygodami. Nie dba ani o siebie, ani swoje otoczenie. Jej wściekłość na to co się wydarzyło i na cały świat wydaje się nie mieć końca i Nesta nie pozwala nikomu o tym zapomnieć. W końcu jej rodzina, z Feyrą na czele, decyduje, że tak dalej być nie może. Nesta zostaje przymusowo przeniesiona do Domu Wiatru gdzie ma trenować pod okiem Kasjana i pomagać w bibliotece przy jednoczesnym odstawieniu tawernowych przygód. Jednak charakterna kobieta nie zamierza się poddać, jej duma, upór i siła nie pozwolą się łatwo stłamsić. Najstarsza z sióstr Archeron powoli poznaje otaczający ją świat i znajduje przyjaciół w zaskakujących miejscach, jednocześnie nieustannie odpychając najbliższych. Równocześnie gotująca się w niej moc pozostaje tak silna jak niezrozumiała dla wszystkich na Dworze co może mieć nieprzewidywalne skutki...



Nie od dzisiaj wiadomo, że Sarah J. Maas uwielbia swoich bohaterów - niechętnie ich uśmierca (a praktycznie tego nie robi), za to każdego chce szczęśliwie wyswatać. Nie spodziewałam się by w tej części historii stało się inaczej. Natomiast inną dosyć ciekawą cechą autorki jest to, że naprawdę zgrabnie przeskakuje narracją pomiędzy swoimi bohaterami. Tak jest i tym razem - po trzech częściach, w których zdecydowany prym wiodła Feyra, teraz przyszedł czas na Nestę i muszę przyznać, że w pierwszym tomie Dworu srebrnych płomieni jej historia jest naprawdę przekonująca, ciekawa i odmienna od pozostałych. Podoba mi się to jak Sarah J. Maas opisała Nestę, jak pozwoliła jej się stoczyć, znienawidzić i żyć w swojej pielęgnowanej wściekłości. Podczas gdy bliscy wywoływali w niej frustrację, nowo poznane koleżanki przekonały ją do drobnych zmian i ustępstw. Nesta okazała się bardziej charakterna niż Feyra i to było dla mnie przyjemną odmianą, bo nie da się ukryć, że czasami pani Maas wpadała w sidła schematycznych rozwiązań.

Jeśli chodzi o fabułę, to okazała się zaskakująco ciekawa chociaż część rozwiązań uważam za wymuszone. Nie mniej, wciągnęła mnie walka Nesty z własnymi demonami, jej powolne oswajanie sytuacji. Podobne odczucia miałam po lekturze Dworu mgieł i furii - podobały mi się rysy na perfekcyjnym obrazie bohaterów. Dwór szronu i blasku gwiazd to były przesłodzone pieśni pochwalne pod adresem postaci, a już zwłaszcza Rhysa. Szczęśliwie ta część burzy ten idealny obrazek pozwalając nam zobaczyć bardziej żywych bohaterów. Dodatkowo, każda książkoholiczka poczuje się lekko przekupiona historią biblioteki i pracujących w niej kapłanek, a ja nie byłam wyjątkiem. Skądinąd biblioteczny cień, który spoglądał na Nestę był jednym z najciekawszych wątków, podobnie jak jej relacja z Domem wiatru albo z Kotłem. Wciąż za mało mi historii pozostałych dworów - po każdej części nie tracę nadziei, że kolejna da mi więcej informacji i chociaż zawsze autorka uchyla nieco bardziej rąbka tajemnicy, to wciąż są to bardziej skrawki informacji niż jakikolwiek pełny obraz podobny tym, które mogliśmy przeczytać na temat Dworu wiosny czy Dworu nocy.



- Jak było w bibliotece? - spytał, gdy usiadła naprzeciwko niego.- Nic nie próbowało mnie dziś zjeść, a więc w porządku.



Zanim dorwałam Dwór srebrnych płomieni nasłuchałam się, że to jest tani erotyk zanurzony w fantastycznej fabule. Akurat tani to on na pewno nie jest. Jednak muszę przyznać, że sceny erotyczne są i to długie, dosadnie i wulgarnie opisane. Również w poprzednich częściach mogliśmy zauważyć ich rosnącą liczbę, a ja już wtedy miałam na ten temat mieszane uczucia - w Dworze srebrnych płomieni sceny erotyczne zajmują więcej miejsca niż w jakiejkolwiek wcześniejszej książce autorki. Nie będę ukrywać, że nie do końca odpowiada mi kierunek, w jakim to zmierza, bo de facto przed kwalifikacją tej książki jako erotyk fantastyczny chroni ją chyba tylko jedno - niezła fabuła. Gdyby każdą scenę seksu skrócić o 3/4 to książka sporo by na tym zyskała i to pod wieloma względami, bo również język tych opisów budzi moje wątpliwości.

To sprawia, że płynnie przechodzimy do kolejnego zagadnienia - nie ma we mnie litości jeśli chodzi o tłumaczenie. Z jednej strony dostajemy słowa takie jak "drobiąc" czy "utensylia", a z drugiej "jakby przed chwilą porządnie jej nie wygrzmocił", co sprawia, że mnie osobiście brakowało w tym tekście spójności. Moja wersja zawiera dopisek "egzemplarz dla mediów przed ostateczną korektą" i naprawdę mam nadzieję, że tak jest, bo sporo było również niezręczności - błędne odmiany, bezsensowne zdania pozbawione kontynuacji albo orzeczenia, problemy w dialogach (z fabuły wynikało, że kolejne, wyraźnie oddzielone od siebie linijki dialogów, wypowiadała ta sama osoba), niewłaściwy podmiot w zdaniu. Mocno trzymam kciuki by ostateczna korekta te elementy poprawiła. Z językiem tłumaczenia nic już się nie zrobi, pozostaje mieć nadzieję, że przy okazji kolejnych części wydawnictwo nie będzie już robić takich szaleństw. Oczywiście warto też dodać, że starym zwyczajem ktoś się rozpadał, ktoś podwijał palce i tak dalej, ale to już znak rozpoznawczy autorki, więc nie jest to dla mnie zaskoczeniem i nie ma to żadnego związku z jakością tłumaczenia.

W cyklu Dworów jest coś magnetycznego, co sprawia, że z chęcią sięgam po kolejne tomy, mimo oczywistych niedoskonałości. Polubiłam bohaterów i to jak przedstawia nam ich Sarah J. Maas. Zaintrygowała mnie też fabuła, która faktycznie wciąga. Jednak muszę przyznać, że Dwór srebrnych płomieni, pomimo naprawdę dużego potencjału, nie rzucił mnie na kolana. Mimo wszystko nie poddaję się, chcę wiedzieć jak ta historia się skończy! :)



#DwórSrebrnychPłomieni#SarahJMaas#fantastyka#Uroboros



Zrecenzowała: Marta z bloga W sercu książki

  

Tytuł: Dwór srebrnych płomieni. Część pierwsza

Tytuł oryginału: A Court of Silver Flames

Autor: Sarah J. Maas

Tłumaczenie: Marcin Mortka, Agata Suchocka, Aleksandra Stańczyk

Cykl: Dwór cierni i róż (tom 4.1)

Data wydania: 2021-11-10

Liczba stron: 640

Wydawca: Wydawnictwo Uroboros

ISBN: 978-83-280-9283-9

Katarzyna Berenika Miszczuk - Druga szansa


„Druga szansa” to dość niecodzienne spotkanie autorki z thrillerem. Jeśli pamiętacie Miszczuk choćby z głośnej „Szeptuchy”, wiecie, że spodziewać się należy wysokiego poziomu i na takim też plasuje się publikacja.

 

Książka swoją premierę miała kilka lat temu, jednak z okazji powstania na jej podstawie serialu Netflixa, została wznowiona - i dobrze.

 

Julia budzi się w szpitalnym łóżku. W pokoju jednak nie wyglądającym jak sala chorych. Jest sama a w szafie znajduje nowe ciuchy jeszcze z metkami. Nie poznaje własnego odbicia w lustrze. Doznaje ataku paniki.

 

W tym miejscu do akcji włącza sie Zofia (każe sobie mówić „na ty”) i to właśnie ona przedstawia Julii jej imię. Informuje dziewczynę, że ta ma dwadzieścia dwa lata i jako jedyna z rodziny przeżyła pożar domu. Doznała jednak urazu, którego wynikiem jest częściowa amnezja. Nie ma nikogo bliskiego, kto mógłby się nią zająć, toteż trafiła do tytułowej „Drugiej szansy” - ośrodka rehabilitacji. Zofia jest psychiatrą, który będzie jej doglądał i podawał tajemnicze lekarstwo.

 

Wszystko to wydaje się podejrzane i ta atmosfera niepewności towarzyszy nam od pierwszych stron. Autorce udało się stworzyć pożądany w thrillerze, trochę mroczny klimat. Miszczuk świetnie pracuje detalem, choćby kruk na oknie wydaje się zwiastunem katastrofy.

 

Utraty pamięci i leczenie psychiatryczne to częste tematy książek i filmów z omawianego gatunku. Niekoniecznie jednak na polskim rynku wydawniczym. Tym bardziej należy docenić „Drugą szansę” i fakt, że zabieg się sprawdził.

 

Przemierzając kolejne strony, budzi się w nas coraz większa ciekawość dotycząca ośrodka i przeszłości Julii oraz tego, co ją czeka.

 

Jeżeli szukacie pełnego dreszczy thrillera na poziomie, wśród lokalnych autorów - gorąco polecam. Książka świetnie nadaje się na jesienne wieczory, gdy szaro i niesprzyjająco za oknem. Dzięki lekturze z pewnością nie przeniesiemy się w przyjemniejsze miejsce, lecz raczej docenimy ciepły kocyk i herbatkę i to, że jesteśmy u siebie. Czy Julia dostanie drugą szansę? W trakcie czytania gorąco jej kibicujemy… jednak jaki będzie koniec? Warto się przekonać.

 Maria Piękoś

 

Tytuł: Druga szansa

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk

Data wydania: 2021-09-29

Liczba stron: 336

Wydawca: Urobros

Tomasz Kozioł - Dziewczyna, która klaszcze




Gdy po raz pierwszy zobaczyłam tytuł książki, momentalnie w mojej głowie zaczął klaskać Rubik z ekipą. Tak naprawdę dzięki temu oraz polecaniu książki na Fantastycznych Pogaduchach, sięgnęłam po nią. Obawiałam się jak to wyjdzie, jako fanka horroru, która ogląda i czyta wszystko co powoduje problemy z zaśnięciem, poprzeczka była ustawiona dość wysoko. Bardzo ciężko trafić w moje gusta, zwłaszcza w tej dziedzinie. Nie będę również ukrywać, że wydawnictwo, które kojarzy mi się z horrorami to Vesper a tu proszę, miłe zaskoczenie. Uroboros zdecydowanie wiedział co robi wydając "Dziewczynę, która klaszcze" Tomasza Kozioła.



"Nie potrafiłam nigdy ocenić, czy po prostu taki nędzny z niego ksiądz, czy klaskanie nie ma związku z szatanem."



To czego nauczyły mnie horrory, to to, że jeśli odziedziczasz dom po matce, której nigdy nie poznałeś, w miejscu o którym nigdy nie słyszałeś to... pod żadnym pozorem tam nie jedziesz a już na pewno nie wprowadzasz się do niego. Nasza dwójka bohaterów zdecydowanie nie oglądała wystarczającej ilości filmów. Sąsiedzi są ponurzy i mrukliwi, nie bardzo chcą rozmawiać o tym domu lub jej mieszkańcach. Na domiar złego, gdy psuje im się samochód a telefony postanawiają wyzionąć ducha, mężczyzną nie pozostaje nic innego jak tylko przenocować w tym upiornym budynku. Co dobitnie pokazuje, że chyba spali gdy reszta świata oglądała "Piłę" albo chociaż "Supernatural". Szybko oczywiście okazuje się, że dziwnym trafem - chyba tylko dla nich - nie mogą go oczywiście opuścić. Jedynym wyjściem by się wydostać pozostaje rozwiązanie zagadki, dziewczyny która klaszcze. Tylko czy przeżyją? Gdy usłyszysz strach...



"Tylko, że my już byliśmy i dalej jesteśmy w piekle."



Jeśli spodziewacie się braci Winchesterów, to lepiej od razu odłóżcie książkę. Tu dobro nie pokonuje zła a zemsta jest głównym narzędziem w tym piekle. Poznając tą historię, która została napisana tak spójnie i z sensem, wiem dlaczego nasza wkurzona dziewczyna robiła to co robiła. To taki typ książki, że im lepiej poznajemy tło historii, tym lepiej rozumiemy motywy. Z każdą stroną czułam się jakbym składa puzzle i im dalej byłam, tym lepie każdy z nich do siebie pasował. Bohaterowie są świetnie wykreowani, to nie idealni protagoniści, tylko zwykli ludzie z własnymi koszmarami, które ich gonią - czasem w dosłownym tego słowa znaczeniu. Świat realny i senne koszmary tak dobrze się przeplatały ze sobą, że w pewnym momencie nie wiedziałam czy to życie czy jednak jawa.

Tomasz Kozioł stworzył kawał dobrego horroru, z akcją, żywymi (lub nie) bohaterami i historią, która wciąga od początku do końca. Jednak nie jest to typowo amerykański sen każdego fana Halloween. Tu momenty grozy i ludzkie historie spotykają się na każdej stronie. Więc na próżno szukać flaków, potworów i pułapek odcinających ręce. Zdecydowanie nie jest to również powieść, która sprawia, że mózg nam krzyczy "odłóż to!".

Jeśli chodzi o samo zakończenie... Było dokładnie takie jakie powinna mieć każda powieść grozy. Bez lukru, serduszek i cholernego "... i żyli długo i szczęśliwie".

Podsumowując, jak na autorski debiut jestem pod ogromnym wrażeniem i czekam na więcej.



Sylwia "Sirroco" Stinia

  

Tytuł: Dziewczyna, która klaszcze

Autor: Tomasz Kozioł

Wydawnictwo: Uroboros

ISBN: 9788328087859

Data premiery: 30.06.2021

Tomasz Kozioł - Dziewczyna, która klaszcze

 



Tomasz Kozioł stworzył dzieło wzbudzające nieco ambiwalentne uczucia: strach i szacunek dla autora. „Dziewczyna, która klaszcze” jest horrorem, którego akcja początkowo toczy się niespiesznie, niezmiennie jednak towarzyszą nam uczucia niepewności i niepokoju.

 

Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy Adam przyjeżdża obejrzeć dom, który dostał w spadku. Mężczyzna był adoptowany w dzieciństwie i po śmierci biologicznych rodziców odziedziczył nieruchomość na Podlasiu.

 

Dom, znaczących rozmiarów znajduje się w zapadłej wsi i budzi delikatne przerażenie nowego właściciela. Na szczęście zabrał ze sobą kolegę, Mirka, który wspiera go duchowo. Domostwo przypomina bardziej opuszczony psychiatryk niż miejsce stałego zamieszkania i już podczas zwiedzania go przez bohaterów (drzwi otwarte, nic nie pokradzione, ani nie zdewastowane - wzbudza grozę) czujemy dreszcze.

 

Później pojawiają sie niepokojąco dziwnie zachowujący się lokalni mieszkańcy i w miarę czytania książki więcej jest niewiadomych, niż wyjaśnień. To dzięki temu powieść ma odpowiednią atmosferę.

 

Skąd biorą się wszechobecne wiadra? Czy lokalsi są opętani? Dokąd doprowadzi Adama ta przygoda? Na te pytania odpowie Wam książka Kozioła.

 

Opowieść ma niezwykle mroczną twarz. Autor potrafi budować napięcie i przerażać czytelnika, jak choćby poprzez omamy słuchowe bohaterów czy ekspresowo wyładowujące się telefony komórkowe. Książka przypomina klasykę horroru filmowego (gdyż z racji popularności gatunku, częściej je oglądam niż czytam), jak choćby „Dom woskowych ciał”.

 

Sama wieś na odludziu jest niezwykle straszna. I choć akcja może nawet momentami nie porywać, Kozioł umiejętnie dozuje emocje, wciągając czytelnika w grę, której reguły nie są do końca znane.

 

I choć autor jest w ustach swoich postaci samokrytyczny: „… żaden szanujący się Norweg by o nas kryminału nie napisał”, Jemu, Polakowi, udał się całkiem zgrabny horror.

 

Efektu przerażenia dopełniają pojawiające się co jakiś czas czarno-białe grafiki, niepokojące i surowe. Całość jest jednym słowem upiorna. I mimo, że rzadko sięgam po ten gatunek w formie pisanej, bawiłam się nad wyraz dobrze. O ile można tak powiedzieć o zastraszaniu czytelnika. Jeśli macie mocne nerwy, sięgajcie śmiało i dowiedzcie się, kto i dlaczego klaszcze.

 Zrecenzowała: Maria Piękoś


Tytuł: Dziewczyna, która klaszcze

Autor: Tomasz Kozioł

Data wydania: 2021-06-30

Liczba stron: 352

Wydawca: Urobros

ISBN: 9788328087859

Tomasz Kozioł - Dziewczyna, która klaszcze

 

Od najmłodszych lat oswajamy uczucie strachu. Kto nie oglądał będąc dzieckiem ScoobyDoo, Rodziny Adamsów czy Gęsiej Skórki niechaj pierwszy rzuci kamień. Z wiekiem nasza tolerancja, na to uczucie staje się coraz silniejsza u niektórych osób, dlatego właśnie sięgamy po książki takich autorów ja Graham Masterton czy Stephen King. Osobiście jestem fanem takiej literatury więc kiedy dowiedziałem się że nadchodzi „Dziewczyna która klaszcze” nie mogłem się doczekać. Mogę wam drodzy czytelnicy już teraz powiedzieć – nie zawiodłem się, oj nie – po resztę szczegółów zapraszam do recenzji.

 

Dostać pałac w spadku, będąc w wieku lat 20 – czy to nie marzenie niejednego faceta? Możecie w takim miejscu robić wieczne imprezy, albo sprzedać i kupić upragnione auto sportowe. Możliwości jest tak wiele, że kiedy spada na was taka informacja, nie zastanawiacie się, tylko bierzecie najlepszego kumpla w drogę i wyruszacie. Dokładnie tak zaczyna się przygoda dwóch naszych głównych bohaterów – Adama i Mirka.

 

Początek przygody, jest wyjęty żywcem z typowo studenckiej komedii – ot chłopaki rzucają żartami, marząc o dojechaniu do celu i wypicia czegoś procentowego. Nawet to, że zepsuło się auto i będzie trzeba spędzić noc w nieco upiornym starym pałacu, nie robi na naszych bohaterach wrażenia. Przeżyć da się także niezbyt nastawionych wieśniaków, pijących bimber w jedynej karczmie w lesie, ale to klaskanie ...klaskanie na granicy jawy i snu zaczyna powodować drobny niepokój,

 

Tak po krótce wygląda wstęp do fabuły, a więcej zdradzić nie chcę aby nie psuć wam przygody z tą książką. Pierwsze na co zwróciłem uwagę, to zdecydowanie klimat. Jest gęsto, mrocznie i coraz bardziej duszno z każdą czytaną kartką. Tak skonstruowanym klimatem grozy w naszym kraju może się pochwalić niewielu autorów. Kolejną rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę – jest analiza strachu głównych bohaterów. Jest ona przeprowadzona wręcz rewelacyjnie. Na początku kiedy zaczyna się coś dziać, mężczyźni starają się racjonalizować wszystko co ich spotyka- co jest naturalnym odruchem człowieka. Jednak kiedy coraz bardziej zagłębiają się w historie miejsca, w którym się znaleźli, pojawia się przerażenie, depresja, bezsilność. Tak dobrze skonstruowanej analizy ludzkiego strachu, nie miałem okazji czytać od lat.

 

„Dziewczyna która klaszcze” to idealny materiał na serial grozy zrealizowany przez poważną stację – na przykład Netflix. Myślę że taka produkcja przy współpracy z autorem mogłaby się stać hitem na miarę „Nawiedzony dom na wzgórzu”. Książkę czyta się właściwie błyskawicznie, pragnąc dowiedzieć się jak to wszystko się zakończy. A finał jest po prostu wisienką na torcie. Co ciekawe autor – Tomasz Kozioł dotychczas nie zajmował się wcale taką literaturą. Tym bardziej chylę czoła przed kunsztem tej książki.



Polecam serdecznie. Łukasz Szczygło

10/10


 

A.C. Gaughen - Więzy nieba


To już drugi tom serii "Żywioły", jednak nawet nie czytając pierwszego tomu, spokojnie odnajdziemy się w historii, gdyż mamy innych bohaterów i inną część świata. Jestem zaskoczona i to pozytywnie, jak szybko czytało mi się "Więzy Nieba", bałam się jak to przy każdym kolejnym tomie serii, że wypadnie słabiej od swojej poprzedniczki.



Pirat. Kapitan. Wróg. Aspasia będzie miała bardzo trudne chwile jako główna bohaterka tej powieści. Niejednokrotnie będzie musiała podejmować niesamowicie trudne decyzje, które mogą wpłynąć na dalsze losy nie tylko jej, ale i całego świata. Jej ukryta i tajemnicza moc, niekoniecznie oznacza ratunek. Może się bowiem okazać, że jest zaczątkiem końca historii. Aspasia walczy nie tylko z przeciwnościami losu ale również z własnym sumieniem. Niewolnicy których ratuje, nie ukoją płaczu tych których sprzedaje.

Gdy Cyrus chce zagarnąć ją dla siebie, stawką jest życie jej oraz najbliższych. Gdy pewnego dnia budzi się w środku konfliktu wie, że czas ucieczki się skończył. Musi podnieść głowę i stanąć do walki.



Przy "Berle Ziemi" miałam ten problem, że nie byłam w stanie zgrać się z bohaterami. Historia wydawała mi się za długa a akcja w niej rozwijała się bardzo mozolnie, chociaż nie męczyłam się ani nie zmuszałam by ją skończyć. Tutaj natomiast dostajemy coś w rodzaju sztormu, który porywa nas już od pierwszej strony i nie pozostawia suchej nitki, gdy docieramy do końca. I dokładnie tego mi było trzeba!

Pojawia się jedna postać z poprzedniego tomu, która jak myślę, wzbudziła sporo sympatii wśród czytelników. Sporym plusem jest ilość akcji, która wyparła ilość dworskich intryg i knucia i zdecydowanie wyszło to na plus całej książce. Podobnie jest z magią, którą mamy od pierwszej strony. Dla wszystkich dociekliwych, jest też romans, ale raczej ciężko mi coś więcej o nim napisać, ponieważ on się po prostu...dzieje. Tutaj według mnie, brakło trochę czasu by go rozwinąć tak jak to powinno być, ale może znajdzie swoich fanów.



Cykl polecam wszystkim, którzy lubią fantastykę z dużą ilością magii, intryg, przyjaźni i trudnych wyborów. Czyta się zdecydowanie szybko a poszczególne tomy, nie łączą się ze sobą na tyle, by był problem z pominięciem jednego. "Więzy Nieba" to zdecydowanie osobna historia.



Sylwia "Sirroco" Stinia

  

Tytuł: Więzy Nieba

Tytuł Oryginału: Imprison the sky

Cykl: Żywioły

Autor: A.C. Gaughen

Wydawnictwo: Uroboros

Data premiery: 19.05.2021

Tłumacz: Małgorzata Fabianowska

Magdalena Kubasiewicz - Wszystko pochłonie morze




Muszę przyznać, że książka mnie zaskoczyła, możliwe że spodziewałam się czegoś innego jako fanka Magdaleny Kubasiewicz, momentami nie byłam pewna czy czytam jej książkę czy kogoś innego, co trochę zaburzyło mi odbiór całości.



W dawnych czasach syreny chodziły między śmiertelnikami, jednak jedyne co pozostało po tych czasach to trucizna, na którą nikt nie zna lekarstwa.

Gdy sam książę zostaje otruty Łzami Syreny i zapada w śpiączkę, rozpoczyna się walka z czasem. Arystokrata Leto oraz alchemiczka Aletha, muszą połączyć siły by ocalić władcę. Jednak podczas wyprawy odkrywają, że nikomu nie można ufać. Przyjaciel może okazać się wrogiem. Jednak odnalezienie antidotum jest niezbędne by odbudować porządek w królestwie.

Cena może okazać się bardzo wysoka...



Spotykali się rzadko i nigdy nie wiedziała, jak traktować człowieka, który co prawda ją spłodził, ale pozostawał dla niej niemal obcy.

Na pewno niezaprzeczalnym plusem całej historii, jest świat stworzony od samych podstaw. Wszystkie intrygi, zażyłości i połączenia między bohaterami są bardzo jasno wyjaśnione, dzięki czemu możemy lepiej zrozumieć ich motywy. Tutaj zdecydowanie się nie zawiodłam. Trochę brakowała mi emocji między główną parą bohaterów, wydawali mi się momentami płascy, choć sami w sobie byli dość dobrze napisani. Dość długo zajęło mi przywiązanie się do ich, co w moim wypadku jest dość nietypowe. Wielu osobom problem może sprawić mnogość historii z przeszłości, w tym niestety idzie się dość łatwo pogubić i czasem trzeba się mocniej skupić by zrozumieć niektóre rzeczy.

Zdecydowanie jednak największym minusem jak dla mnie był brak ... syren. Nie tego się spodziewałam. Sam ich motyw był oczywiście wpleciony w całą opowieść, jednak nie w taki sposób jaki oczekiwałam. Niestety ból sprawia mi również okładka, która mi się absolutnie nie podoba i najchętniej bym przyjęła obwolutę z inną ilustracją, ale to tylko moja obiektywna opinia.

Zakończenie kopnęło mnie w brzuch i zaśmiało się szyderczo gdy kuliłam się na podłodze. Tego jednak mogłam się spodziewać.



To miejsce wyglądało... zwyczajnie. Nie strasznie, nie brzydko, nie przepięknie.

Książkę mimo wszystko polecam. Ma momenty gdzie można się uśmiechnąć, choć i sporo ponurych części w niej znajdziemy. Nie jest to moja ulubiona książka autorki, ale czytało mi się ją dość szybko, choć sama historia nie pędzi na łeb na szyję i ma wolniejsze momenty. Na letnie wieczory będzie jak znalazł.



Sylwia "Sirroco" Stinia

  

Tytuł: Wszystko pochłonie morze

Autor: Magdalena Kubasiewicz

Wydawnictwo: Uroboros

Data premiery: 14.04.2021

ISBN: 9788328087767