Według
mnie, Atlas legend to obok Bestiariuszy
najlepsza
publikacja z serii Legendarz. W tych książkach absolutnie wszystko jest
doskonale dopracowane, każdy szczegół od ilustracji, przez tekst, opracowanie
bibliografii, rozkład, układ i płaszczyznę językową po samo wydanie. Jest to
moim zdaniem jedna z najpiękniejszych (i najbardziej prezentowych!) pozycji w
serii Legendarz, a jednocześnie nawiązuje do poprzedniczek.
Jeśli
pamiętacie, w recenzji Duchów polskich miast i zamków, narzekałam tam
trochę na zbytnią powierzchowność. Rozumiem, że przy takiej ilości materiału
nie ma miejsca na szczegóły, ale w efekcie momentami czytaliśmy o różnych
duchach, z różnych stron Polski, których opisy były bliźniaczo podobne.
Zagubiły się cechy charakterystyczne, a duchy wydawały się wyrzucane
taśmowo.
Na
szczęście Atlas legend poradził sobie z
podobną formą znacznie lepiej. Już we wstępie autorzy przyznają, że ze względu
na ilość materiału Atlas legend został podzielony na
trzy części. Publikacja na tym tylko zyskuje, bo nie jest już upstrzona
kolejnymi maksymalnie skróconymi historiami (choć te także są niedługie), ale
nabiera prawdziwych rysów. Zamieszczone tu legendy są dość dobrze opracowane, a
jak na podania całkiem precyzyjnie napisane. Jednocześnie, podobnie jak w Duchach
polskich miast i zamków czy Księdze
smoków polskich,
legendy są przyporządkowane do konkretnych miejsc - wsi, miasteczek i większych
miast, a nie tylko do regionów.
Trzeba
też jednak powiedzieć sobie szczerze, że Duchy
polskich miast i zamków bardzo mocno korelują z Atlasem
legend, część
historii brzmi bardzo podobnie. Rzeczywiście, tak jak proponowane jest to we
wstępie, to książka doskonale nadająca się do opracowania wyprawy. W tej
części podróżujemy przez Wielkopolskę oraz województwa Lubuskie, Dolnośląskie,
Opolskie i Śląskie.
Dzięki
przyporządkowaniu do konkretnych miejsc, bez trudu możemy przejeżdżając przez
Tychy dowiedzieć się skąd pochodzi nazwa tego miasta, a jadąc Szamotuły
przypomnieć sobie legendę o Mrówce w gotówce. Co więcej, autorzy pokusili się
nawet, aby tam gdzie to możliwe bardzo dokładnie określić lokalizację jako np.
kościół Matki Bożej Różańcowej przy ulicy Bolesława Chrobrego w Strzelcach
Krajeńskich, klasztor cysterski w Lubiążu, ruiny zamku w Dankowie czy most
kamienny na ulicy Śródmiejskiej w Kaliszu! Jakby tego było mało, pomagają nam
ilustracje - oprócz dodatkowych obrazów do tego co znalazło się w legendzie,
mamy przede wszystkim precyzyjne mapki, na których zamieszczone liczby
odpowiadają odpowiednim lokalizacjom legend. Doskonały pomysł, nie sądzicie?
Mnie zachwycił! Same ilustracje są prześliczne, utrzymane w jednym, spójnym
stylu.
Jeśli
chodzi o fabułę legend, to tak jak już wspominałam - są nie za długie,
maksymalnie jak to możliwe precyzyjne, zlokalizowane w konkretnych miejscach.
Niewielką liczbę z nich znałam, ale wpływ na to może mieć fakt, że zaledwie
jedno z pięciu opisanych w tym tomie województw jest bliższe mojemu sercu.
Pozostałe oczywiście bardzo lubię, ale niezwykle słabo znam ich podania.
Wszystkie treści są bardzo starannie opracowane, czyta się je z prawdziwą
przyjemnością!
Muszę
jeszcze wspomnieć o dwóch rzeczach. Pisałam wcześniej o ilustracjach, ale nie o
całym wydaniu, które robi całkiem spore wrażenie! Jest to publikacja duża - pod
względem zarówno liczby stron jak i wielkości - twarda oprawa robi swoje.
Rozmiar książki jest większy od pozostałych pozycji z serii Legendarz, co jest
prawdopodobnie jedynym minusem tej publikacji. Chociaż należy ona do serii, to
podobnie jak Bestiariuszek, nie pasuje do niej
formatem. Zaskakująca jest za to waga Atlasu, który pomimo większych
rozmiarów (wszystkich) jest lżejszy! Wydawnictwo wykorzystało znacznie lżejszy
i przyjemniejszy w dotyku papier, dzięki czemu radość z lektury jest jeszcze
większa.
Druga
sprawa to język. Wspominałam o tym, że jest równie piękny i staranny co w
pozostałych publikacjach, ale muszę dodać osobną pochwałę za ciekawe,
poszerzające horyzonty słownictwo (takie jak antenat czy kacerz) oraz wiele
nawiązań, o których z prawdziwą satysfakcją doczytywałam w innych źródłach (na
przykład o Bożogrobcach). Bardzo doceniam to w takich publikacjach i uważam, że
zasługuje to na wielkie uznanie.
Oczywiście
odrębną sprawą jest to, że jeżeli ktoś nie przepada za takim stylem, krótkich
podań osadzonych na przykład w klasztorze Franciszkanów w Głogówku (w
województwie opolskim) przy ulicy Klasztornej 3 albo na bulwarach nad Wartą w
Gorzowie Wielkopolskim, to Atlas legend raczej takiej osoby
nie porwie. Jednak to jest już kwestia gustu. :)
Według mnie Atlas
legend jest
przepiękną i bardzo wartościową publikacją! Nada się nie tylko do wędrówek
"palcem po mapie", ale z przyjemnością wzięłabym go w wakacyjną
podróż. Bez wahania kupiłabym go też na prezent. :) Według mnie bez
problemu mogą go czytać młodsi czytelnicy, chociaż zapewne część słownictwa
będzie wymagała wyjaśnień słownika lub opiekuna. Warto też pamiętać, że część
legend nie należy do najłagodniejszych. Historia, podobnie jak różne podania i
mity, bywały krwawe. ;)
Tytuł: Atlas legend
Autor: Paweł Zych
Cykl: Atlas legend (tom 1)
Seria: Legendarz
Data wydania: 2020-05-21
Liczba stron: 250
Wydawca: Wydawnictwo BOSZ
ISBN: 978-83-66520-59-2
Zrecenzowała: Marta z bloga W sercu książki