Tytuł: Jan Marcin Szancer - Ambasador wyobraźni
Autor: praca zbiorowa
Ilustracje: Jan Marcin Szancer
Data wydania: 2019-11-20
Wydawca: G&P
Liczba stron: 320
ISBN: 9788372723574

Kiedy kilka miesięcy temu zobaczyłam, że Oficyna Wydawnicza G&P wydaje album poświęcony artyście - Jan Marcin Szancer – Ambasador wyobraźni - nie wiedząc co jest w środku, wpisałam go na listę marzeń i oto kilka dni temu moje marzenie spełniło się… Wchodząc na stronę jednej z księgarń w dziale albumy, zobaczyłam, że na książkę trwa atrakcyjna promocja. Po rozmowie z pewną osobą i kilku dniach była już u mnie. Moje marzenie zostało spełnione. 

Biorąc książkę do rąk, najpierw delikatnie pogładziłam jej twardą oprawę. Subtelnie przesuwałam palce i wówczas na mojej twarzy zawitał szczery i szeroki uśmiech – taki niewymuszony, od ucha do ucha, tak jak potrafią uśmiechać się tylko i wyłącznie dzieci. I mimo iż będąc dzieckiem zbyt często nie miałam styczności z pracami artysty (dzięki książce, którą z siostrą dostałyśmy od cioci, kiedy miałam mniej więcej 12 lat) przed oczami, niczym ze starej taśmy filmowej, zaczęły pojawiać się kolejne kadry z lat mojego dzieciństwa. Lat niepozbawionych kłopotów oraz smutku, ale i naznaczonych dziecięcą beztroską, światem wolnym od technologii, wypełnionym wyobraźnią… całym morzem - oceanem wyobraźni i magii, jaką ona ze sobą niesie. Ta książka jest przepiękna - wybitna i żadne słowa, żadne zdjęcia nie są w stanie oddać jej ciepła, wyjątkowości i piękna. 

Cierpliwie i bez pośpiechu postanowiłam zajrzeć do środka - poczułam dobrej jakości kredowy papier, który nie czuć plastikiem i zauważyłam, że książka została zszyta. Wiedziałam, że posłuży na lata - mnie i przyszłym pokoleniom. Pierwsza strona - i wita mnie wyklejka z ilustracją do jednej z bajek Ignacego Krasickiego, a potem czeka na mnie biografia Mistrza i pięknie narysowane drzewo genealogiczne rodziny Szancerów. Chyba dąb, wielki i potężny – ten który żyje wiele lat, a nawet wieków. Pięknie rozrysowane opatrzone cennymi informacjami i czarno-białymi fotografiami z rodzinnego albumu. Czas zaklęty w jednym miejscu… Uwieczniona historia. A to dopiero namiastka tego co czekało mnie potem.

Starałam się skupić na treści - naprawdę tego chciałam, jednak ciekawość jest silniejsza. Szybko wertuję strony w poszukiwaniu tego, czego spragnione są moje oczy… i serce i dusza. Po chwili już widzę. Już są! Cudowne ilustracje - być może fotografie. Tak naprawdę nie miało to dla mnie większego znaczenia. Pan Kleks, Królowa Śniegu, Kaj i Gerda, Calineczka, słowik, Pinokio, Stokrotka… Oto mój wzrok padał na przecudowne obrazy: czarno-białe, ale i te w kolorze - prawdziwe dzieła sztuki, którymi opatrzono najpiękniejsze bajki i baśnie dla dzieci. Dla dzieci i nie tylko, bowiem tymi pracami po dzień dzisiejszy zachwycają się również starsi oraz dorośli, a bajki i baśnie są przez nich wciąż czytane. Jednak to nie tylko ilustracje, które ukazały się w książkach i czasopismach dla dzieci, ale również tych dla dorosłych, jak chociażby Pan Tadeusz, czy satyry. Mój wzrok je pożera, chłonie, cieszy się nimi, a mnie ponownie wracają wspomnienia - niezapomniane, skryte głęboko w sercu, niekoniecznie na dnie. 

Kiedy już wzrok nasycił się pięknem sztuki na tyle, by „głód nie wiercił dziury”, wracam do początku - do tego, od czego wszystko się zaczęło. Czytam powoli i uważnie - stopniowo i systematycznie - nie na raz, a partiami. Powoli dawkuję sobie lekturę, tak jak lekarstwo - zażywam lek na skołatane serce i przemęczoną duszę. Życiorys Marcina Szancera spisany przez Błażeja Kusztelskiego to nie są suche fakty, to nie regułki z podręczników, czy notatka, którą znajdziesz w leksykonie bądź encyklopedii. To prawdziwa historia - historia narodzin, życia i twórczości prawdziwego Artysty. Mistrza. To cudowna opowieść, przez którą płynie się niczym łódką po morzu lub jeziorze. Rejs, w którym słychać wartki nurt strumyka, czy szum morza, a fale delikatnie kołyszą cię niczym mama do snu. Podróż - opowieść o rodzinie, marzeniach, planach… dobrych, ale i trudniejszych chwilach - o wszystkim tym, co niesie ze sobą życie i co przynieść może. Jest miejsce na powagę, ale i na żarty, figle oraz psoty… i liczne anegdoty, przytoczone cytaty, słowa, a także fotografie z życia artysty. 

Piękne wspomnienia, refleksje, ale i wzruszenie… Bo jak tu się nie wzruszyć, jak nie rozczulić, nie rozkleić i nie rozpłakać? Człowiek czyta i po chwili przed oczami ma poszczególne kadry z życia Mistrza… Przewijają się one niczym taśma filmowa, a po chwili staje przed tobą On, Jan Marcin Szancer, Mistrz we własnej osobie. Możesz z nim posiedzieć, pomilczeć, ale i porozmawiać - wsłuchać się w to, co odpowie. A odpowie na pewno, tylko najpierw trzeba nauczyć się słuchać i słuchać własnym sercem. I duszą. Mistrz wciąż żywy.

Autorka recenzji: Beata Jabłońska

Brak komentarzy: