Adam Kaczmarczyk - Kawka Pająk Mokoszy

 

Kawka. Pająk Mokoszy to osadzony w słowiańskości debiut literacki Adama Kaczmarczyka. Prowadzona dwutorowo fabuła opisuje losy Mojmiry. Tej, która jako dziecko była świadkiem napaści na jej wioskę i brutalnego wybicia jej mieszkańców, w tym rodziców dziewczynki oraz tej, która już jako pełnokrwista, wyszkolona półelfia dziewnia kierowana zemstą, wie dokładnie czego chce i za tym właśnie podąża.

Pierwsze zapowiedzi Kawki pojawiły się w internecie jesienią 2022 roku. Wtedy to książka kończyła już żmudny proces korekt, redakcji i beta-readingu. Chociaż przymiarki do jej oficjalnej premiery celowały w styczeń 2023, faktycznie w wyniku pewnych okoliczności datę przesunięto na marzec. To właśnie w marcu przyszła do mnie cudnie zapakowana, pachnąca świeżością prawie 400 stronicowa powieść autorska i choć miałem możliwość zerknięcia okiem na jej treść na kilka miesięcy przed wydaniem wersji papierowej, (co też zrobiłem), naprawdę bałem się jak wszystko będzie się prezentować jako całokształt.

Kawka już przed otwarciem prezentuje się na tyle wyjątkowo na tle innych książek, że zasługuje na wysoką ocenę. I tu ode mnie duży plus, ponieważ z książkami jest trochę jak z ludźmi, przyciągają wyglądem i ewentualnie zatrzymują charakterem. Książki, które nie przekonują okładkami będą raczej przyciągały wzrok czytelnika rzadziej niż te, które od razu imponująco się prezentują. Ale to moja opinia. Jestem wzrokowcem.

Skoro okładka zachwyciła, przejdźmy do treści. Jak już wspomniałem los pchnął Mojmirę z płonącej, zniszczonej przez cesarskich rycerzy rodzinnej wioski w kierunku Berehowego Boru, gdzie po przekonaniu wpierw matki Cibory, a następnie całej Rady, trafia pod opiekę pań lasu. Tu jako adeptka ma się nauczyć korzystania z mocy, zyskanej przy narodzinach w wyniku specyficznego ułożenia gwiazd. Powieść rozpoczyna ucieczka Mojmiry – już jako Dziewni przed cesarskimi oprawcami. W wyniku wielkiego szczęścia oraz pewnego zbiegu okoliczności, leżącą i czekającą na śmierć półelfkę odnajduje Magnus – o ironio, kapitan służący cesarstwu.

Ci, którzy znają Wiedźmina z książek, gier czy seriali, na wszystkie inne słowiańskie twory mniej lub bardziej patrzą przez pryzmat świata stworzonego przez Sapkowskiego. Mimo, że trudno byłoby wskazać godniejszego reprezentanta opisu słowiańskości niż Polska, nie ukrywajmy, że w popkulturze oprócz Wiedźmina, za wiele pozycji podobnych wskazać się nie da. Zważywszy na ten fakt, każda kolejna powieść, film, serial, czy gra osadzona w tymże uniwersum, chcąc nie chcąc ostatecznie musi zostać zestawiona z twórczością Sapkowskiego w myśl jakiegokolwiek punktu odniesienia. 

Mojmira wydaje się być młodą świeżą częścią wielkiego świata, który od lat toczył wojny i niejako nadzieją na jego naprawę. Czy aby na pewno ów świat jest aż tak wielki? Póki co na to nie wygląda, ale spokojnie – grzbiet książki sugeruje kolejne minimum 2 tomy. Liczę na to, że odwiedziny wielu innych krain jeszcze przed nami, dlatego jestem przygotowany na ból nóg po długiej wędrówce.

Mimo iż w świat książek ucieka się często po to, ażeby uciec od rzeczywistości, to w wielu pozycjach literackich, bez względu na gatunek, szara rzeczywistość znana zza okna lub kart historii lubi się powtarzać. Jonmungard (nie mylić z opasającym Midgard nordyckim Wężem Świata ;)) w powieści Pana Kaczmarczyka ręką samego cesarza Regnira Sabane niczym znany niemiecki niedoszły akwarelista stara się wykorzystać do granic możliwości elfią rasę, a następnie się jej pozbyć, kiedy nie będzie już potrzebna. Tu klaruje się kolejny cel naszej półelfiej bohaterki. Dlaczego by nie upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu, skoro wyzwolenie powalonej na kolana rasy spod jarzma oprawców zdaje się leżeć na ścieżce zemsty Mojmiry?

Żadna słowiańska pozycja nie mogłaby istnieć bez z życia wziętych (obecnie nadal gdzieniegdzie kultywowanych) obrządków i wierzeń. Dlatego przez powieść w całości osadzonej w jakiejś tajemniczej, chłodnej, często przerażającej osnowie poczytamy o wszelkiego rodzaju wywarach i naparach o magicznych właściwościach, o pomocnych ziołach i kwiatach, o wizjach przedstawiających możliwą wersję przyszłości, o zaklęciach wspomagających, o maszkarach pokroju Łaumy, Bazyliszka, Mar, Zmor, demonów, o bóstwach Państw Trójkąta takich jak m.in. Chors, Kupała, Marzanna oraz tytułowa rozwijająca wici Mokosz, mylona często z antropomorfizacją ludzkiego losu i przeznaczenia – Dolą.

Jednowątkowość powieści, ukierunkowanej na losy półelficy znacznie przeważa nad dość mikrymi wzmiankami na temat otaczającego świata, ale nie czyni go przez to mniej ciekawym. To, że czytamy o zaledwie lekkim zarysie kształtowania się poszczególnych regionów zaostrza nasz apetyt. Kim tak naprawdę jest Sabane? Jak doszedł do władzy i jakie powódki nim rządzą? Kim jest tajemnicza postać Mohrtera? (Swoją drogą chyba najbardziej intrygująca w moim odczuciu)? Jak powstała Rada Pań lasu? Czy Cibora była pierwsza?

Kawka jako debiut ma swoje niedociągnięcia i jest to oczywisty i nieodłączny atrybut pierwszo pisanych powieści. Zalążek potęgi twórczej i rzemiosła literackiego poznać można jednak po tym, jak autorskie słowo pisane intryguje i jak sam autor się rozwija w kolejnych odsłonach. Adam Kaczmarczyk zaostrzył apetyt na więcej, dlatego z nieukrywaną i szczerą chęcią przeczytam tomy kolejne.

AUTOR: Adam Kaczmarczyk

TYTUŁ: Kawka Pająk Mokoszy

GATUNEK: Fantastyka

DATA WYDANIA: 22.03.2023r

LICZBA STRON: 376

WYDAWNICTWO: Jackdaw

ISBN: 9788367438001

OCENA: 🌟🌟🌟🌟🌟🌟🌟🌟 (8/10)

PoważnieNiepoważny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz